„Blokujecie? Blokujemy!” – Wiktor Ma rczyk lat 15

        Po co nam ta cała Unia? Zablokujmy ich działania, niech się bujają sami. Pokażemy się od krnąbrnej strony, to przyjdą i będą błagać, abyśmy raczyli zostać w tej ich śmiesznej instytucji, która zabija polskiego ducha. Ciekawa perspektywa? Niestety, albo może i na szczęście, nierealna. Ten swoisty sen nocy letniej polskiej dyplomacji nie ma po prostu prawa zaistnieć.

            Najwidoczniej nasz rząd zdaje się być pokrzepiony postawą UE wobec rosyjskiego embarga na nasze mięso i postanowił wypróbować swoją siłę oraz cierpliwość dwudziestu sześciu innych państw należących do tej kontynentalnej, ponadpaństwowej grupy.

            Problem w tym, że Polska ma dostatecznie nadszarpnięty wizerunek za granicą. A nawet wyrobiliśmy się ponad normę. Dokładanie kolejnych powodów do tego, aby naszą ojczyznę traktować co najmniej po macoszemu, nie powinno leżeć w naszym interesie. Tymczasem grabimy sobie, grożąc samobójstwem w imię pierwiastka i decydując o tarczy antyrakietowej, przedsięwzięciu ogólnoświatowym wręcz, sam na sam z USA, gdy, zgodnie z opinią Hansa-Gerta Poetteringa, rozmowy powinny odbywać się między NATO i UE. Do tego dochodzą liczne skargi, składane przez Amnesty International, Humans Right Watch i inne organizacje zajmujące się prawami człowieka. Czy w takim razie blokowanie prac Unii leży w naszym interesie.

            O samym Traktacie Konstytucyjnym trzeba powiedzieć, że jego podpisanie jest największą ambicją Angeli Merkel kanclerz Niemiec, sprawujących obecnie przywództwo nad UE. Za punkt honoru postawiła sobie pół roku temu doprowadzenie do porozumienia w Unii. Niestety, nie przewidziała takiego obrotu spraw. Czyżby wejście na odcisk przewodniczącej ma na celu zemstę za decyzję niemiecko-rosyjską na temat gazociągu biegnącego po dnie Bałtyku?

            Nie sądzę jednak, aby powody tego infantylnego uporu były aż tak przerażająco płytkie. Wierzę, że nasza dyplomacja z Anną Fotygą i braćmi Kaczyńskimi na czele naprawdę chce działać na rzecz Polski. Pytanie tylko, czy wiedzą, co robią?

            Zastanawiający jest fakt, że inne kraje nie kwapią się do popierania polskiego projektu (nie licząc Czechów, którzy jednak także nie podjęli wiążących decyzji). Przy czym mniejsze państwa miałyby większe korzyści ze śmiercionośnego (w przypadku jego odrzucenia) dla nas systemu niż my. Luksemburg mógłby liczyć na prawie dwudziestokrotny wzrost swojej rzeczywistej mocy w Radzie, przy czym my możemy otrzymać jedynie około dwudziestu procent więcej. Szybko licząc, stukrotne przebicie. A Luksemburg wcale nie jest najmniejszym państwem w UE Oczywiście są to rachunki mocno przybliżone, jednak dość obrazowo przedstawiające sytuację. Dodam, że obliczenia były dokonywane w stosunku do Niemiec, państwa członkowskiego o największej liczbie ludności.

            System pierwiastkowy w dzisiejszym, humanistycznym świecie, jest niejasny i wprowadza masę komplikacji – od legislacyjnych, po czysko praktyczne, jak np. prowadzenie wyliczeń. Poza tym, polityka, choć jest jedną z najbardziej złożonych nauk, powinna być w miarę przejrzysta dla typowego Kowalskiego lub Smitha.  Jest to kolejna ułomność rodzimego projektu.

            Upór strony polskiej jest niezrozumiały także z innego powodu. Unia Europejska jest solidarna. Bardziej spójne pod tym względem mogą być tylko Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, ale umówmy się, że jest to byt jedyny w swoim rodzaju. Zintegrowana Europa pokazywała swoją jedność niejednokrotnie – najlepszym przykładem są spory z Rosją i narażenie się na pogorszenie stosunków w imię polskiego mięsa, niesłusznie blokowanego przez naszych wschodnich sąsiadów.

            Nie powinniśmy gryźć karmiącej nas bardzo szczodrze ręki. Za sprawą Unii obserwujemy niespotykany od kilkunastu lat wzrost gospodarczy (porównywalne wyniki odnosiliśmy tylko wtedy gdy okryty złą sławą PRL zamieniał się w III RP, która według obecnej władzy wcale lepsza nie była), Polska coraz szerzej otwiera swe wrota dla zagranicznych inwestorów (a trzeba odnotować, że przez ten otwór wychodzą także nasze produkty i bezrobotni, zwiększając wpływy do budżetu), rolnicy prężnie się rozwijają (wzrost PKB dla tej grupy wyniósł ostatnio trzynaście procent), nie wspominając o innych, mniej lub bardziej ważnych kwestiach. Natomiast my odwdzięczamy się, blokując prace nad dokumentem, mogącym jeszcze mocniej skonsolidować Unię Europejską, co przyniosłoby wiele wymiernych korzyści i to nie tylko wielkim państwom.

            Wydaje się oczywiste, że jak najszybsze porozumienie jest kluczowe dla osiągnięcia kolejnych sukcesów i zysków. Tymczasem otrzymujemy kolejną sensacje, z Polską w roli głównej, przynoszącą nam wstyd i niechęć ze strony naszych zachodnich, bardziej postępowych, przyjaciół, którzy pragną jak najlepiej, także dla Polski.

            W Unii coraz częściej pojawiają się głosy ludzi mocno zirytowanych postawą naszych polityków w różnych sprawach – krytykują brak szacunku dla UE (nieuszanowanie ustanowionych przez nią praw, jak odmówienie organizacji Parady Równości w 2005 r. przez obecnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego), niewdzięczność (weto w sprawie Traktatu w zamian za pomoc z rosyjskim embargiem) i nienawiść wobec własnych obywateli (broszurki o wydźwięku antysemickim w PE, autorstwa Macieja Giertycha, czy homofobiczne wystąpienia partii jego syna). Postacie te, mocno zagnieżdżone w życiu politycznym Starego Świata, sugerują nawet, że Polska powinna wystąpić z UE, a są też i tacy, którzy wysuwają pomysł, aby nam w tym wyjściu pomóc. Czy w takiej sytuacji nie powinniśmy spróbować wrócić do przyjaznego dialogu i ustąpić w sprawach, które w gruncie rzeczy nie są aż tak ważne (Polska i tak jest mocnym krajem, mamy szóste miejsce w UE, jeśli chodzi o mieszkańców)?

            Pejoratywnie parafrazując reklamę jednego z dużych komercyjnych banków, działających na terenie RP z numerem trzy i pół, określanego mianem uniwersalnego, można powiedzieć, że Polska ma do zaoferowania pełen zakres usług?

           -Wymagacie? -Wymagamy!  -Wymagają  -Oczekujecie? -Oczekujemy! -Oczekują.

            -Łamiecie prawo?   -Łamiemy! -Łamią. -Blokujecie?  -Blokujemy!

            -Blokują…       

I tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć mój wywód.

 

Wiktor Ma rczyk lat 15

Comments

comments

Dodaj komentarz