Boiskowych problemów ciąg dalszy – Magdalena Madeja

 

Piłka jest okrągła, bramki dwie, a w murawie licho czyha. Nawet strzelając gola, trzeba mieć uszy na baczności, bo, a nuż, wśród okrzyków „sędzia kalosz” usłyszy się szept, który czyni świadkiem zbrodni.

 

Tak to właśnie Donald Tusk ubrany w strój piłkarski nadszarpnął sobie autorytet. Stróż prawa myślał o boisku (a bo to o jednym…) a nie o prokuraturze. Oddając się męskim rozrywkom, puścił płazem oskarżenia o popełnieniu korupcji! Tak, zataił machlojki pana Karnowskiego, chronił łapówkarstwo, osłaniał bezprawie. Gdyby nie pewna gazeta, sprawa nie wyszłaby na jaw. Pan Tusk powinien był lecieć od razu z murawy do sądu, najlepiej w gatkach zielonych od trawy i w pocie czoła. Pan premier najwyraźniej zbagatelizował całą sprawę. I słusznie pan Ziobro wścieka się na obecnego szefa rządu. Przecież ma do tego powód – chciano mu odebrać immunitet! Do tego pewien poseł z szeregów premiera zagrał na nosie jego guru – prezesowi Pis-u, zajmując jemu tylko przypisane siedzisko. Niestety, obecny rząd, który miał na sztandarach uczciwość, kolaboruje z wrogiem IV RP! Wspiera rozwój korupcji! Przykłada rękę do państwa! Przecież pan Julke mówił wyraźnie i jednoznacznie wskazywał na prezydenta Sopotu. Więc jakim cudem pan Donald Tusk nie dobrał się prezydentowi nadmorskiego kurortu do skóry? Oj, już pan Ziobro wie najlepiej jak to wszystko było! Teraz pójdzie za panem Julke jak w dym, bo łączy ich pasja. Obaj mają przy sobie dyktafon, nawet jeśli ten rejestruje wyłącznie szumy i trzaski, które mają być później dowodem w sprawie. I tak, pogawędka w piłkarskiej atmosferze zamieniła się w konspiracyjny przeciek. I znowu, nie wiadomo kto co komu, jak i po co, ale winni, choćby i niewinni, są! Biedny premier przytaknął pewnie w rozmowie z grzeczności, a zostało to odebrane jako przyjęcie do wiadomości. Bidulek ma świadomość, że ludzie mówią mu różne dziwne rzeczy, więc jak w tym gąszczu informacji ma wyłapać te godne uwagi? Widać nie opłaca się być najbardziej dostępnym premierem po 1989 roku. Pan premier powinien włożyć do uszu stopery, ewentualnie słuchawki od MP3, na oczy okulary przeciwpancerne, i na twarz maskę przeciwgazową. Gadu-gadu ustawić na opis niedostępny, skype na niepodłączony, a na naszą klasę wchodzić tylko jako niewidoczny. Komórki nie odbierać, poczty nie otwierać. Bo jeszcze, nie daj Boże, przegapi jakąś reklamę i zostanie oskarżony o lekceważący stosunek do gospodarki wolnorynkowej w Polsce. Panie premierze, proszę do końca kadencji nie wychodzić z kancelarii, bo jeszcze pan co usłyszy. Cicho sza!

 

 

 

 

Magdalena Madeja

Comments

comments

Dodaj komentarz