„Burza w partyjnej szklance” – Krzysztof Pyzia

Nad polską polityką zawisły czarne chmury. Mówiąc dokładniej – nad Pis- em i Platformą. W Pis- ie rozpoczął się proces „wykańczania” niedawnego trzeciego bliźniaka Ludwika Dorna. Rozpętała się wojna o alimenty, w której głos zabrał Jarosław Kaczyński. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Jarosław Kaczyński nie posiada potomstwa, dlatego też niekoniecznie powinien się wypowiadać w tej kwestii. Chyba że uznać jego kota za rodzinę. Nie widziałem tego zwierzaka na własne oczy, więc nie będę oceniał. Dodatkowo do ataku na Dorna przyłączył się Przemysław Gosiewski, który zgrabnie pouczał byłego marszałka Sejmu, jak powinien zachowywać się prawdziwy ojciec. I tutaj również nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie wypowiedź żony pana Gosiewskiego, oświadczającej, iż ma problemy ze swoim mężem, a dokładniej mówiąc-  z alimentami. Trzeba przyznać, że ten poseł ma ostatnio sporo problemów. Jak nie z alimentami, to z poprawnym mówieniem na antenie toruńskiej rozgłośni. Czyżby urok ojca dyrektora odbierał niektórym politykom mowę? Albo siły, bo w końcu przewodniczący Gosiewski tłumaczył, że to ze zmęczenia …

A co w Platformie piszczy? Na pewno nie kot Jarosława Kaczyńskiego ani pies Ludwika Dorna! Jak donoszą różnej maści media, robi się gorąco na platformerskim okręcie. Wraz ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi rozpalają się ambicje co poniektórych polityków. Mówi się nawet o konflikcie premiera Donalda Tuska z Grzegorzem Schetyną. Ale na razie się tylko mówi, bo oficjalnie żadna ze stron nie potwierdziła tych doniesień. I nawet jeśli byłyby prawdziwe, to zapewne ich nie potwierdzi.

Jak widać, wszyscy chcą pouczać innych i oczywiście rządzić. Na horyzoncie brak JEDYNIE tych, którzy mieliby wypełniać polecenia rządzących. W obu przypadkach słychać pohukiwania Aleksandra Kwaśniewskiego i jego słynne słowa „nie idźcie tą drogą…”. Czy to dobrze? Nie od dziś wiadomo,  że ludzie walczą o wpływy i władzę. Ale żeby od razu toczyć walkę we własnej drużynie? Cieszmy się, że jeszcze politykom nie przyszło do głowy, by osobiste podboje rozszerzyć o przekleństwa znane z patologii i nizin społecznych. Choć może wtedy zobaczylibyśmy prawdziwe twarze polityków, dotąd tak zwinnie skrywane pod maskami szyderczych uśmiechów i nie do końca jasnych gestów?

Krzysztof Pyzia

Comments

comments

Dodaj komentarz