Czuję. Ziemia się trzęsie. – Krzysztof Pyzia,

Czuję.  Ziemia się trzęsie. Z nieba spadają jasne gromy, a wielcy pisarze przewracają się w swoich grobach. Wszyscy się boją tego, który postanowił, że zniszczy cały liberalizm szkolny, wprowadzając ustrój tyrano-mundurkowy. Biada tym, którzy myślą, że jest to Joanna D’arc. Nie. To nie ona. To ktoś o większym wzroście, mający we władaniu armię Młodzieży Wszechobecnej na wszelkiego rodzaju zadymach. To również nie Władimir Putin ani też nie Aleksander Łukaszenko.

Już wiecie kto to? Tak, to nasz szacowny minister, który ostatnio postanowił zmodyfikować listę lektur szkolnych. Po dogłębnych rozmyślaniach doszedł do wniosku, iż tak naprawdę  cała klasyka od Gombrowicza aż do Kafki jest spisem ucznia-nudziarza. Dlatego też postanowił on ową listę zmodyfikować. Dodał do niej pozycje, które dotąd nie były zaliczane do kanonu polskiej literatury, lecz stanowił jej odrębny dodatek.

Szczerze mówiąc, nie chcę wchodzić w spór o to, czy nowe pozycje są wartościowe. Chcę tylko zadać pytanie Panu Ministrowi. Mianowicie, czemu po tylu latach nagle ma być modyfikowany kanon lektur szkolnych?. Czy w ciągu tych kilkunastu lat dzieła Gombrowicza czy też Goethego straciły na wartości? Czy warto zmieniać fundamenty literackie, na których były wychowywane wszystkie pokolenia? Rozumiem, iż w czasach zaborów inaczej się nie dało i trzeba było zachwycać się tekstami narzuconymi przez zaborców, ale czemu teraz, żyjąc w wolnym państwie mamy bez konkretnego powodu porzucać wartości, które do tej pory były dla wielu wręcz wartościami sakralnymi? Zdaję sobie sprawę z tego, że szanowny minister musi wykazywać się aktywnością, aby ludzie o nim nadal pamiętali, a jego partii dzięki takim działaniom w najbliższych wyborach udało się przekroczyć próg wyborczy. Tylko czemu na tych działaniach mają cierpieć młodzi ludzie, których nie dość, że na siłę ubiera się w mundurki, to na dodatek próbuje się ingerować w niepodważalne do tej pory jednostki. Natomiast jeśli chodzi o nowe pozycje w proponowanym spisie, również mam kilka pytań. Czy aby na pewno uczniowie powinni być obarczani ciężkostrawnymi filozoficznymi pozycjami takimi jak „Pamięć i tożsamość Jana Pawła II” ? Choć czytałem tę książkę dawno, to do dziś dokładnie pamiętam jej treść, w której roi się od wyjątkowo trudnych tez, nie zawsze zrozumiałych dla przeciętnego licealisty. Zgadzam się z twierdzeniem, iż Ojciec Święty jest naszym narodowym bóstwem. Ale musimy również pamiętać o tym, że wśród licealistów nie zawsze są otwarte umysły, dla których filozofia jest sprawą błahą i łatwą do strawienia. Musimy również pamiętać o tych, którzy są mniej zdolni, mający problemy z takimi lekturami. Przecież lektura książki „Pamięć i tożsamość” dla niejednego licealisty byłaby ogromną katorgą. Ponadto jestem przekonany, iż ci, którzy będą chcieli sięgnąć po dzieło naszego rodaka, sięgnęliby po nie również wtedy, gdyby nie było go w spisie lektur szkolnych. Musimy pamiętać, że tak naprawdę nie można nic robić z przymusu. A narzucanie ciężkostrawnych lektur z pewnością jest takowym działaniem.

Muszę przyznać, iż wprowadzenie mundurków do szkół byłem jeszcze w stanie zrozumieć, dodam nawet, że z czasem byłem zwolennikiem tego pomysłu. Natomiast jeśli chodzi o modernizację spisu lektur, to niestety, choćbym nie wiem jak się starał, to po dziś dzień nie mogę zrozumieć tego posunięcia. Nie wiem, czemu tak się dzieje. Może to przez to, że nigdy nie oglądałem żadnej kościelnej telewizji, a popularne audycje rozgłośni pewnego Ojca z Torunia są dla mnie obce?

Krzysztof Pyzia,

Comments

comments

Dodaj komentarz