Felietony różne – Paweł Karczewski, lat 15

FELIETON O KRZYSZTOFIE KONONOWICZU:

Krzysztof Kononowicz, człowiek, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, żywa legenda prosto z mojego Białegostoku. Kandydat na prezydenta miasta twierdzi jednak, że to nie koniec ofensywy, a w wyborach na prezydenta kraju wystartuje i oczywiście wygra. Ma ściśle określone poglądy, a raczej ściśle nieokreślone. No cóż, w swoim programie wyborczym kolejno wylicza punkty zaczynające się od wyrazu „zlikwiduję”. Chce on zlikwidować papierosy, alkohol, przemoc. „Wszystko zlikwiduję!” -mówi prosto i dosadnie w krążącym po internecie filmiku (już nie pierwszym), w którym to Kononowicz występuje w charakterystycznym swetrze. Jego fenomen można uzasadnić prostotą przemawiającą z ust człowieka, ubranego dość dziwnie jak na polityka. Wystąpił m.in. w programie TV4 „Tok2Szok”. O sobie mówi skromnie: „Posiadam posiadłość, domek drewniany” czy „Jestem kierownikiem kanalizacji na swojej ulicy”. Wzmianki o niecodziennym kandydacie na prezydenta miasta pojawiły się nawet w zachodnich telewizjach. Czy jest to prowokacja? Jeśli tak, to w czyją stronę skierowana? W wyborach uzyskał ponad półtora tysiąca głosów (1700), ale jedno jest pewne: Gdyby wygrał, zostałby drugim w Polsce – po Antonim Macierewiczu – likwidatorem. Z tą tylko różnicą, że ten drugi zlikwidował WSI, a ten pierwszy zlikwidowałby wszystko.

FELIETON BURZA W RZĄDZIE:

W ostatnim dniu prawdziwa burza w rządzie: Sikorski, Dorn, Szczygło, Kaczmarek – te nazwiska zdominowały media. Dwóch pierwszych to osby żegnające się ze swoimi resortami, a dwie kolejne to nowi ministrowie. Mówi się o konflikcie Ziobro – Dorn i to właśnie – według prasy – spowodowało, że odszedł minister spraw wewnętrznych i administracji. Jak na ironię, premier powiedział, że rola Ludwika Dorna po utracie jednego z dwóch stołków wzrośnie. Dalej zostaje wicepremierem, ale tym razem bez teki i to, jak powiedział Kaczyński uczyni go jeszcze bliższym współpracownikiem premiera, bo będzie miał mniej zajęć jako minister, a do jego obowiązków będzie należała tylko koordynacja działań rządu. Pamiętam tę chwilę, kiedy samochodem jechałem na posiedzenie Rady Dzieci i Młodzieży przy Ministrze Edukacji Narodowej, a w komercyjnym radiu podano informację o dymisji szefa MSWiA. Jeszcze przed południem, jako kandydat na utracony stołek, wymieniany był Gosiewski, później Wassermann i Kaczmarek. Jednak potem okazało się, że to prokurator generalny zajmie fotel szefa MSWiA. Premier Kaczyński twierdził przed tą dymisją, że „spektakularnych zmian nie będzie”, a czym innym jak nie spektakularną rewolucją jest rezygnacja Dorna? Potem określił, iż mówiąc o „spektakularnej zmianie”, miał na myśli odwołanie kilku ministrów, którego nie planuje. Później już tylko powtarzał różne zdania, ale w tym samym kontekście co poprzednie. Media stawiały przecież na Religę, Fotygę, Szyszęo, Aumillera, Kalatę i Wiecheckiego, a tu proszę: Sikorski i Dorn. Idąc tym tropem, jakoby miały wydarzyć się rzeczy zupełnie odwrotne do tego, co zapowiadają politycy PiS-u, można by wywnioskować, że w najbliższym czasie powinniśmy się spodziewać rewelacji w ministerstwach: gospodarki, Skarbu Państwa, sprawiedliwości, finansów czy kultury. Przemysław Gosiewski, szef „małego rządu” (komitetu stałego RM), dał do zrozumienia, że jego zdaniem z wielkiej gry o władzę powinni odpaść szefowie resortów: gospodarki morskiej (Rafał Wiechecki), środowiska (Jan Szyszko) i transportu (Jerzy Polaczek). Czekam więc na kolejne rewelacje.

FELIETON DNIÓWKA – Szóstego lutego

W ostatnim dniu coraz więcej narobiło się w polityce. Konflikt Sikorskiego z Macierewiczem (będący od dawna tajemnicą poliszynela) znalazł wreszcie swój finał – niezbyt pomyślny dla tego pierwszego. Dymisja Radosława Sikorskiego ze stanowiska ministra obrony narodowej miała prawdopodobnie podłoże ściśle polityczne. Jak widać, premierowi i prezydentowi nie w smak było z nim, a do tanga lepiej raczej z Macierewiczem. Zaraz po tym – jak Sikorski pożegnał się z mediami i obiecał pomóc swojemu następcy, niezależnie od tego, kto nim będzie – w mediach pojawiły się spekulacje, któż to przejmie jego stołek. Spośród nazwisk: Szczygło i Macierewicz, bardziej prawdopodobny jako kandydat na ten stołek wydał się ten pierwszy. Minister prezydencki Aleksander Szczygło od razu przyjął propozycję i został nowym szefem rządowego resortu wojskowego. Premier Kaczyński – opisując przyczyny dymisji Sikorskiego – określił, iż „konflikt prezydenta z ministrem był nie do usunięcia”. Nie chciał też wypowiedzieć się na temat konfliktu Sikorski – Macierewicz. No cóż, wygląda to tak, jakby określił, jak bardzo (jeszcze bardziej niż było wiadomo) bliski mu jest Macierewicz, skoro mówił prawie o konflikcie Sikorski – prezydent!

Zbigniew Religa, pseudo – zbawca polskiej służby zdrowia, szuka pieniędzy na ratowanie wrocławskiego szpitala. Fakt jest faktem, wszyscy chcą pomóc chorującym dzieciom, dla których odcięcie szpitala od funduszy może oznaczać nawet śmierć. Ale niech zbiórka pieniędzy nie odbywa się kosztem wszystkich podatników. No bo, gdyby tak każdy z zarabiających krocie pracowników rządu i posłów zrezygnował ze swej diety, to prawdopodobnie udałoby się wspomóc fundusz tego szpitala.

W Krakowie wyszło na jaw, że niektórzy policjanci handlowali wypadkami, tzn. brali łapówki w zamian za informowanie firm holowniczych o kolizjach. Fakt ten pokazuje, jak szybko rozpowszechnia się zastosowanie nowinek technicznych w polskiej policji, bowiem kontakty pomiędzy nią a pomocą drogową opierały się na … SMS-ach. Za to oskarżeni policjanci pieniądze odbierali bez pośrednictwa wynalazków XXI wieku.

Pierwsze negatywne skutki becikowego już dają o sobie znać. W całej Polsce zaczyna brakować miejsc w ośrodkach opiekuńczych, bo mnóstwo matek rodzi dzieci tylko dla becikowego, by później … oddać je do pogotowia rodzinnego. Ale, jak widać, nasz myślący – na – szerokie – horyzonty rząd nie przewidział takiej to możliwości i nie zabezpieczył się przed tym, że matki będą rodzić dzieci tylko po to, aby wzbogacić swój budżet o 1000 zł. Możliwe, że zwiększy się przyrost naturalny w Polsce, ale jeśli już, to kosztem małych dzieci, które bez rodziców będą musiały spędzić dzieciństwo w domach dziecka, albo jeśli będą miały szczęście, pójdą do adopcji. A może to właśnie zwiększenie liczby dzieci do rodzin zastępczych było ukrytym i głównym celem „becikowego” pomysłu partii rządzącej? Tak czy siak, niech myśliciele PiS-u na przyszłość bardziej rozważają swoje pomysły.

IDEALNA PARTIA:

Nie ma idealnej partii, to znaczy takiej, która stałaby ponad wszystkimi podziałami, mogłaby liczyć na poparcie powyżej 50% i byłaby popularna nawet wśród naszych wnuków. Nie byłaby też stale krytykowana przez dziennikarzy czy felietonistów (pardon, przecież od tego wszyscy jesteśmy).Wstąpienie do niej równałoby się z wejściem do ścisłej elity. Mogłaby za to powstać partia, która w jeszcze większym stopniu niż nasze kochane ugrupowania sejmowe spełniłaby oczekiwania Polaków. Prezesem takiegoż to ugrupowania mógłby zostać cieszący się niesłabnącą popularnością były premier, niedoszły: prezydent Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz. Na wiceprezesa można by wytypować głoszącego nowatorskie teorie mieszkańca i kandydata na prezydenta mojego rodzinnego miasta Białegostoku, Krzysztofa Kononowicza. Gdyby zwycięsko przeszedł bieg po wiceprezesurę, stałby się drugim likwidatorem po Antonim Macierewiczu, z tą tylko różnicą, że ten drugi likwidował WSI, a ten pierwszy zlikwidowałby wszystko. Rzecznikiem prasowym mógłby zostać nie – polityk, a najsłynniejszy bezdomny w kraju (słynny z innego powodu) niejaki Hubert H. Partia ta być może wygrałaby wybory, ale jak o zgrozo, wyglądałby jej gabinet cieni?

Paweł Karczewski, lat 15

Comments

comments

Dodaj komentarz