Festyn na Wiejskiej… – Marcin Musiał

Nie ma miejsca dla Janusza Palikota na polskiej scenie politycznej – powiedział ostatnio Mariusz Błaszczak, przy okazji problemów rozliczeniowych w (Bez)Ruchu Poparcia. Mylił się rzecznik PISu, a może – jak to no polityka tego ugrupowania przystało – celowo zaprzeczył (oczywistej) oczywistości? Pomijając polityczne herezje Prawa i Sprawiedliwości, wypadałoby się zastanowić, jak wygląda ta scena polityczna? Przyjmijmy dla ścisłości, że jest to miejsce do promowania siebie, w którym liczy się wizerunek, a nie dokonania. Przypomina ona trochę wiejski festyn, na którym każdy wprasza się by przedstawić swoją tandetę.

W rzeczywistości Janusz Palikot jest tu wyróżniającym się solistą, który ze sceny nie schodzi nigdy. Wręcz przeciwnie – stara się być na pierwszym planie, skupiając wzrok publiczności. Jeździ na monocyklu, choć nigdy nie może złapać równowagi. Do tego żongluje pomysłami, które niestety coraz częściej wypadają mu z rąk. Cały jego występ to wielka improwizacja. Mimo, że na scenie jest już od dawna, brak mu programu, którym trafiłby do widowni, a jednocześnie zaprezentowałby coś innego niż pozostałe kapele.

Poza Solistą Palikotem na Wiejskiej (Zabawie), scenę okupuje kilku innych artystów. Po prawej stronie chór z miejscowej parafii, o nazwie Pieśni i Spokój. Ich główną atrakcją jest zagłuszanie innych występujących. Wyśpiewują, że chcą spokoju, świętego spokoju, a w dodatku twierdzą, że to ich jest racja i to święta racja. Obok największa formacja na scenie, tancerze. Ich styl to tańce obrządku PR’owego, które doskonale trafiają do publiczności. Czasem tylko Schetyna pójdzie w tango z Tuskiem, jednak po chwili wszyscy wracają do choreografii. Po lewej stronie sceny grupa rosyjskich cyrkowców. Żaden z nich nie bardzo wie co robić. Liczą tylko na swojego szefa. Jest to klaun, z maską na twarzy i czerwonym pomponikiem na nosie. On również nie ma zbyt wielu pomysłów. Kiedyś wyskakiwał jak diabeł z pudełka na chór kościelny, teraz jednak skupia się na wyśmiewaniu tancerzy. Całą zabawę uświetnia orkiestra strażacka, kierowana pod batutą byłego strażaka. Ten leje wodę, gdy tylko zostanie o coś zapytany. Ukrywa w ten sposób swoje muzyczne beztalencie. Na scenie jest też inny zespół wokalny, o dumnie brzmiącej nazwie „Piosenka Jest Najważniejsza”. Jego członkowie to niegdyś pierwsze głosy w Pieśni i Spokoju. I choć zaczęli z wysokiego C, teraz mają problem z tworzeniem repertuaru.

Na widowni każdy ma (p)ogląd na swoich ulubieńców i ani myśli zerknąć na innych. Tak właśnie wygląda scena na Wiejskiej (Zabawie). I w tej bitwie na głosy, każdy artysta chce pokazać, że ma talent. Czasem tylko przydałby się przycisk (żeby nie powiedzieć krzyżyk), by te występy przerwać, bo publika jest już znudzona.

Marcin Musiał

Comments

comments

Dodaj komentarz