I znowu wybory…. – Anna Szałankiewicz

Zbliżają się wybory. Znowu. Tak jest najlepiej, prawda? Patrząc z perspektywy niejednego polityka, sprawa wygląda tak: „Koalicja nam nie wychodzi. Ci, którzy obiecali pomóc, odwracają się, bo im się nie spodobała jedna wypowiedź, jeden gest, jedno słowo. Najlepiej jest zabrać zabawki i przenieść się do innej piaskownicy, ale jeszcze lepiej jest zburzyć wszystko, co dotąd się osiągnęło, powiedzieć: „Rozwiązujemy Sejm. Organizujemy nowe wybory". Po cichu, do ucha, jeden polityk do drugiego szepce z zastanowieniem „Myślisz, że znowu dadzą się nabrać? Że znowu na nas zagłosują?" odpowiedź słyszy z jeszcze większym niepokojem w głosie. „Nie wiem, mam nadzieję. Sondaże mówią, że wejdziemy do Sejmu, że starczy nam głosów"

I tak zaczyna się ta „walka" o głosy wyborców. Trzeba ładnie się uśmiechać, pokazywać, że „My jesteśmy fajni, a ci, z tamtych partii są beee", niektórzy decydują się na hulanki na parkiecie, inni stawiają na wypróbowane metody, jak np. reklamy   w internecie, ogromne billboardy na ulicach, z których uśmiechają się do nas twarze polityków, ulotki, które dostają się w nasze ręce, tylko po to, byśmy je w chwilę później umieścili w koszu na śmieci. Jeśli jak  chce mieć jak największą liczbę  głosów to albo zaprasza w swoje szeregi piosenkarzy, albo prosi ich, aby wymyślili jakaś zgrabną melodyjkę wychwalającą ich.

To jest chwyt marketingowy znany od dawna: wyborca staje z kartą do głosowania, nie ma pojęcia, na kogo głosować, rzuca okiem na listę („Ooo… to nazwisko już gdzieś słyszałem – na ulotce, lub To nazwisko mi się z kimś kojarzy. – widziałeś go przecież na bilboardzie , na głównej ulicy miasta). I co robimy? Skreślamy krzyżyk przy „znanym" nazwisku. Znam jeszcze jeden sposób „głosowania, a mianowicie wyliczanka… „Ene-due-rike-fake (…) na kogo wypadnie, na tego BĘC!" – i głos oddany. A po powrocie do domu nie pamiętamy, komu „zaufaliśmy" (poprzez skreślenie niejako wyrażamy zaufanie, czyż nie??)

Grube pieniądze wydawane są na występy artystów promujących partie, na wiece wyborcze, w czasie, kiedy pacjenci są ewakuowani ze szpitali, ponieważ lekarze zapowiadają, że jeśli nie dostaną podwyżek, odejdą od łóżek swoich podopiecznych. Tyle pieniędzy idzie na zmarnowanie, kiedy bardzo duża liczba dzieci przychodzi do szkoły głodnych, a starsi ludzie, po kilkuzłotowych podwyżkach emerytur nie mają za co wykupić leków. Jest w tym sens? Po co wydawać ogromne kwoty na kampanie wyborcze? Można przecież zrobić JEDNO spotkanie polityków w studio telewizyjnym, niech każdy powie, co ma zamiar zrobić, jeśli do Sejmu się dostanie. Wyborca będzie mógł zdecydować na podstawie poglądów polityków, a nie „po nazwisku, które już gdzieś widział.

I teraz kolej, aby politycy zadali sobie pytanie: Na czym mają polegać wybory? Ja uważam, że powinna być to świadoma selekcja zpośród grona kandydatów. Nie ma się czemu dziwić, że po wyborach obywatele naszego kraju potrafią tylko narzekać na rządzących, a przecież sami sobie taki rząd stworzyliśmy! Konsekwencją wyboru „na ładne oczy jest tylko i wyłącznie niezadowolenie.

 

 

 

 

Anna Szałankiewicz

Comments

comments

Dodaj komentarz