IV RP – opiekuńcza autokracja. – Tomasz Jan Orłowski, Chełm (18 lat)

Media szumią od dobrych paru dni o aferze taśmowej, likwidacji WSI czy o prawdopodobieństwie powstania nowej koalicji, która miałaby ustabilizować sytuację w kraju i zająć się w końcu naprawą Polski (dziwi mnie, że do naprawiania naszego kochanego państwa zabierają się osoby, które są odpowiedzialne za sytuację, w której to państwo się znalazło). Jednak w tym całym cyrku miało miejsce wydarzenie, które nie zainteresowało w jakiś specjalny sposób opinii publicznej. Można rzec, że ludzie przeszli obojętnie obok tego faktu. Mam tu na myśli słowa Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego (Panie świeć nad jego duszą), wypowiedziane podczas spotkania z Donaldem Tuskiem. Pan Kaczyński oświadczył, że w przypadku, gdy dojdzie do samorozwiązania Sejmu, a co za tym idzie do ponownych wyborów i opozycja te wybory wygra (Jarosław Kaczyński przestanie pełnić funkcję premiera), nie będzie on akceptował jakichkolwiek decyzji nowego rządu. Jest to dowód na to, że nasz szanowny Pan Prezydent działanie na zajmowanym stanowisku łączy przede wszystkim z własnymi zachciankami (nie zapominajmy o J. Kaczyńskim) oraz nie interesuje go dobro kraju i jego obywateli. Takie postępowanie pokazuje, że Polska jest kierowana przez nieodpowiedniego człowieka. Zmierzamy w kierunku państwa totalitarnego, w którym najwyższą wartością są kaprysy nieomylnego wodza. Bracia Kaczyńscy mają własną wizję kraju i pod przykryciem demokratycznego państwa powoli wpędzają nas w swoje autorytarne rządy.

Czasem, gdy oglądam zagraniczne serwisy informacyjne i obserwuję zachowania tamtejszych polityków (uprzejmi, kulturalni, opanowani… nasi politycy nie potrafią nawet udawać kulturalnych) to dochodzę do wniosku, że w naszym Ciemnogrodzie jest zbyt wielu „polaczków”, którzy niszczą w prawdziwych Polakach chęć poprawy obecnej sytuacji. W naszych politykach pełno jest tej stereotypowej polskiej mentalności, która od wieków hamuje rozwój Polski, a pan Lech Kaczyński jest tego najlepszym przykładem. Pełnienie funkcji prezydenta Polski już dawno przestało być powodem do powszechnego szacunku i uznania dla osoby zasiadającej na tym stanowisku. Wszystkiemu winni są ci, którzy sprawowali władzę nad naszym państwem. Ich błędna polityka i złe decyzje znacząco przyczyniły się do takiej sytuacji.

Wróćmy jednak do Prezydenta. Słowa Lecha Kaczyńskiego bardzo dobitnie pokazują jaki błąd popełniliśmy wybierając na to stanowisko tego człowieka. Tym bardziej powinniśmy się wstydzić, że małżonka Pana Prezydenta, Pierwsza Dama Polski, wielokrotnie podczas publicznych wystąpień, na których towarzyszyła mężowi, pokazała że nie potrafi się prawidłowo zachować, a jej wybryki mocno ośmieszają człowieka, który ma nas reprezentować na arenie międzynarodowej. Co to za prezydent, któremu żona

publicznie zasuwa rozporek, poprawia kołnierzyk czy podciąga spodnie? Chyba nie chcemy, aby reprezentował nas człowiek, który nie tyle, że nie potrafi sam o siebie zadbać, ale nie potrafi zapewne wytłumaczyć żonie, że „tak nie wolno.” Prawdopodobnie Maria z Warszawy tak obrosła w piórka po wygranej jej męża w wyborach prezydenckich, że wydaje jej się, iż to ona stoi na czele państwa polskiego. Zastanawiam się co myślą sobie ludzie za granicą, którzy oglądają relacje z wystąpień prezydenckiej pary? Bawi mnie ponadto to w jakiej pozycji Wielki Lech wygłasza orędzie do Narodu – dłonie ułożone płasko na stole, równolegle i w dużej odległości od siebie. Nasz Prezydent sprawia wtedy wrażenie jakby był najlepszym przyjacielem człowieka. To określenie jednak bardziej pasowałoby do Jarosława Kaczyńskiego, który podlega bezpośrednio swojemu bratu i prawdopodobnie wykonuje wszystkie powierzone mu z góry zadania.

Nasz Prezydent jaki jest taki jest. Nikt nie jest idealny. Pytanie tylko, czy Polska będzie miała kiedyś przedstawiciela zbliżonego do ideału (Piłsudski, Paderewski), czy już zawsze będziemy skazani na czerwienienie się przed całym Światem?

Tomasz Jan Orłowski, Chełm (18 lat)

Comments

comments

Dodaj komentarz