Jak trwoga, to do… człowieka – Tomasz Witkowski

Ostatnio zewsząd dochodzą nas wieści o niedoskonałości panującej w naszej kraju religii. Aby
nie było wątpliwości, dopowiem, iż mam na myśli Kościół katolicki. Wracając jednak do meritum.
Media wciąż bombardują nas informacjami o tym, jakaż to sodomia ma miejsce w domach bożych. 
Wiadomość, iż ksiądz obnosi się, bogactwem, będąc jednocześnie chamem nie z tej ziemi nikogo
już nie obrusza. Ba, nawet to, iż taki pan w czerni żył sobie z kobietą, jak to Bóg małżeństwu
przykazał, czy też molestował swych dziecięcych podopiecznych nie jest w stanie wywołać na
naszejtwarzy więcej niż niewyraźny grymasu zniesmaczenia. Nie chodzi mi jednak o to, by
piętnować tu kościół – choć są to niewątpliwie fakty dlań nieszczególnie chwalebne. To, na co
chciałbym zwrócić uwagę, to zachowanie obrońców owych księży i argument który zaczyna
przyprawiać mnie o mdłości. A mianowicie: „ksiądz przecie też człowiek”. Ileż to razy niejeden
z nas słyszał tą formułkę, gdy gdzieś w towarzystwie wytykało się to, czego być nie powinno.
Ileż razy, w ten prymitywny sposób, tłumaczono nam, czemu coś ewidentnie złe, nie zasługuje na
tak wielką uwagę jakby to z początku wyglądało. I to właśnie nadaje sens parafrazie popularnego
dość zwrotu, który jest tytułem tegoż wywodu. Często o sferze duchowej, w tym przypadku o Bogu,
przypominamy sobie dopiero gdy coś jest nie tak. Księża wręcz odwrotnie. Na co dzień odznaczają
się niezwykła pobożnością, uwielbiają występować w roli moralizatorów, wskazywać odpowiednie
ścieżki zagubionym. Co jednak, gdy któremuś powinie się noga? Wtedy jużprzestają być
duszpasterzami. Zapominają o swej pozycji, często wysokiej, w hierarchii kościelnej. Zapominają
też, co ważniejsze, że patrzą na nich oczy wiernych. Tak oni, jak i sami główni zainteresowani,
przypominają sobie za to, że przecież są zwykłymi ludźmi. Szkoda że zwykle ta świadomość
przychodzi właśnie w momentach „próby”.
Tomasz Witkowski

Comments

comments

Dodaj komentarz