Już za rok matura… – czyli o sposobie rządzenia i matury sprawach. – Klaudia Niedbałowska, lat 18

IV RP szokuje coraz to ciekawszymi doniesieniami. Miało być lepiej – wyszło gorzej. I to nie przeszkadza politykom snucia utopijnych wizji, w których czwarta, ta czwarta tak podobna do trzeciej, Rzeczpospolita Polska jest krajem silnym, uczciwym i solidarnym. Co nam przyszło z przedwyborczych obietnic? Czy znów będziemy płakać nad rozlanym mlekiem? Najwyraźniej tak, bo Polska jest tak silna i solidarna, jak i uczciwa. Tak samo dobrze prosperująca jak i niekorupcyjna. Wszystko to w miłym parlamentarnym budynku koloru białego na ulicy Wiejskiej.

Niewątpliwie wśród całego panteonu gwiazd polskiej polityki uwagę widzów powinna zwrócić sylwetka pana Romana Giertycha – wyzwoliciela naszego, lekarza naszego, polityka naszego, uzdrawiającego wszystko, co w NASZYM sposobie edukacji złe było.

Dlatego też, zgodnie z zaleceniami doktora Giertycha, nie będziemy teraz czytać pana Gombrowicza – autora takich książek jak „Ferdydurke” czy „Trans-Atlantyk – tak szokująco demoralizujących i wtajemniczających nas w arkana homoseksualizmu. Mamy być nieświadomymi golemami wystawionymi na szwank sienkiewiczowskiej propagandy. Ups! Giertychowskiej propagandy, w której zostaniemy wcieleni w identyczne mundurki, linijki pójdą w ruch nie tylko na lekcjach matematyki, a co trudniejsi uczniowie zostaną cichcem usunięci z placówek (i nikt już o nich nie usłyszy…) – wszystko to w imię lepszej edukacji, która ma nam uświadomić naszą polską tożsamość narodową. Gdybyśmy czasem próbowali mieć jakąś inną, to i na to znajdzie się sposób – czemu nie lekcje patriotyzmu? Na szczęście ktoś bardzo mądry czuwa nad nami, uczniami, bo lekcje patriotyzmu – czy historii Polski – zostały teraz przemianowane na wycieczki po miejscach pamięci narodowej. Cieszyć się czy płakać? Czy będziemy dostawać oceny z tych lekcji? A jak nie jesteśmy propatriotyczni? Cóż zrobimy? Tak, dziękujemy panu Giertychowi.

Nie tylko oczywiście za wkład w ogólny ROZWÓJ oświaty, ale też w poszczególne szczeble, jak sprawa tegorocznych matur. Otóż odzywa się pokolenie 88 – ja, niżej podpisana, tegoroczna, a może przyszłoroczna maturzystka (zależy z jakiego punktu widzenia na to patrzymy) chciałabym zaznaczyć, że zmienianie wymogów oraz innych poważniejszych spraw w naszych maturach powinno odbywać się z pewną dawką zapasu czasowego. Trudno określić nasze miny – co do jednej – kiedy wypoczęci wróciliśmy we wrześniu po raz ostatni do szkoły licealnej – przygotowani na czekające nas trudy matury, pogodzeni z dziejącymi się wokoło nas zawirowaniami politycznymi, tak mało nas teraz tak naprawdę dotyczącymi, kiedy ni stąd niż zowąd wielkie BUM poruszyło palisady szkoły. Wielkie BUM, było tak wielkie, że rozniosło się w ciągu chwili. BUM było straszne – piszemy tylko jeden arkusz egzaminacyjny, albo rozszerzony, albo podstawowy. Rozszerzenie zostanie przemianowane tak, żebyśmy poszkodowani nie byli (ponoć, ale jak możemy wiedzieć, skoro jesteśmy królikami doświadczalnymi?). A potem zdobyte punkty zostaną nam w tajemniczy – jakże i niesprawiedliwy sposób – przeliczone na poziom podstawowy. A potem…

STOP! Czy takie rzeczy nie powinny być w systemie trzyletnim licealnym wprowadzane dla roczników zdających maturę później? Nie oczekujemy cudów – oczekujemy dania nam szansy zastanowienia się nad dalszą drogą. Jakakolwiek by ona nie była.

Ale jak mówił szanowny mój nauczyciel biologii – rocznik 88 to zawsze jakiś skażony był – pecha mamy, nie ma co tego ukrywać. Po naszej maturze okaże się, że jednak system był zły, że trzeba będzie wrócić do poprzedniej formy, że tak naprawdę to po kij te zmiany były… A my będziemy płakać nad naszymi papierkami dojrzałości (o ile będziemy mieć szczęście , lub dosięgnie nas łapa Giertychowskiej amnestii). Będziemy bardzo dojrzali. Jak jeszcze spróbują nam coś pomieszać, przemalujemy się na zielono, kupimy czarne brystole, powypisujemy coś na K… i H… i będziemy krążyć wokoło Ministerstwa Edukacji, aż szanowny pan Roman Giertych pozwoli nam w spokoju maturę napisać. Bo my wcale się nie stresujemy. My tylko grzecznie prosimy.

Chociaż słowo „ostrzegamy” byłoby trafniejsze- proszę wyobrazić sobie – my, przyszli studenci (mowa tu o wybrańcach) idziemy na renomowane uczelnie, kończymy je i co? Pozostaje dylemat – pracować tu czy za granicą? Dylemat nietrudny, jeśli jako wykształceni członkowie naszego społeczeństwa, znający język będziemy uciekać jak najdalej od naszego politycznego zwierzyńca. Jak nie już podczas studiów – to wyjedziemy po nich. Wygadani, wykształceni, inteligentni. Już nie będzie tak przyjemnie i miło. Oj, będzie ciężko. Bo my, maturzyści, wolimy studiować za granicą – pracować za granicą, w ogóle wszystko ZA żeby tylko nie TU. Bo TU, jak się okazało nie ma przyszłości. Taśmy Prawdy – Okrutnej Prawdy pokazały, że nie mamy już co tutaj robić. Dalsze kłótnie, spory, waśnie – jak te Romana Giertycha z Zytą Gilowską o sprawę podwyżek dla nauczycieli za cenę becikowego na pewno nie wyrobią w społeczeństwie dobrego image`u państwa. A jak teraz wiadomo, bez image` u trudno jest funkcjonować. Nawet „najznakomitszym” politykom.

Klaudia Niedbałowska, lat 18

Comments

comments

Dodaj komentarz