Kto strzelał? – Paweł Klimczuk, lat 14.

W ostatni weekend mieliśmy dość „dramatyczną" sytuację. Ktoś oddał strzały w pobliżu konwoju, którym jechali m.in. prezydenci Polski i Gruzji. Lech Kaczyński przyjechał na obchody rocznicy tzw. rewolucji róż. Pan prezydent szybko ogłosił swoją tezę nt. całego zajścia. W „normalnej" sytuacji każdy Polak zdenerwowany żądałby znalezienia sprawcy, natomiast większość sobie z tego zakpiła. Uważam, że warto przyjrzeć się paru szczegółom dotyczącym tej sprawy.
1. Kto krzyczał? Pan prezydent twierdzi, że słyszał okrzyki Rosjan. I tu się pojawiają wątpliwości: czy Lech Kaczyński zna rosyjski? Nie twierdzę, że nie, ale dlaczego w takim razie nikt inny nie słyszał tych okrzyków, albo nikt o nich nie wspomina. Było tam sporo osób, więc gdyby jeszcze ktoś to usłyszał, teza ta byłaby wiarygodniejsza. Choć z drugiej strony, skoro tam było wiele ludzi, to po strzałach musiało zapanować, choć przez chwilę zamieszanie. Było głośniej, więc trudniej usłyszeć coś z odległości 30 m, aniżeli z 5-15 m. Po za tym krzyczeć ktoś mógł po polsku, a pan prezydent mógł się przesłyszeć.
2. Kto strzelał? Tu z logicznego myślenia w prosty sposób można wywnioskować, że skoro okrzyki Rosjan, to Rosjanie. Natomiast, jeśli to nie rosyjskie okrzyki było słychać, to mógł być to ktokolwiek, Gruzini, ww. Rosjanie, bądź jakikolwiek mieszkaniec tych obszarów strzelający na wiwat. Bo skoro miałby być to zamach, to musiałby być zaplanowany. Natomiast decyzja o zmianie trasy zapadła szybko, więc czasu na przygotowanie się było mało. Chyba, że zmiana była uzgodniona z góry. To zmienia postać rzeczy.
3. Dlaczego zmieniono trasę nagle? Oficjalny powód, to zaproszenie naszego prezydenta przez prezydenta Gruzji do sprawdzenie wywiązywania się przez Rosję z warunków pokoju. Tyle, że jak wyżej wspomniałem, jakby Rosjanie zaplanowali ten atak, to to tylko uświadamia wszystkim, że nie wywiązują się z traktatu pokojowego. Tylko po co im to?
4. Jak ewakuowano prezydenta? BOR-owcy zostali daleko w tyle. Podczas strzałów, wybiegli gruzińscy żołnierze. Co natomiast robią prezydenci? Wychodzą i spacerkiem idą do innego pojazdu. Chyba w takiej sytuacji powinni znaleźć się na ziemi, pod ciałami ochrony. Inną sprawą jest fakt, że polska ochrona była za daleko, by w razie niebezpieczeństwa cokolwiek zrobić.
5. Dlaczego dziennikarze jechali na przedzie?  Wiozący ich bus nagle wyminął kolumnę aut i znalazł się na przedzie, zaraz po tym rozległ się huk strzałów. Dla mnie wygląda to jak kontrolowana akcja ewakuacyjna, pokazowa dla ludzi z Polski. Jeśli to by było to, to gruzińskiej stronie nie wyszło.

Mimo wszystko wiadomo, że ktoś strzelał i to w czasie, kiedy akurat tą drogą jechała prezydencka kolumna. Kto strzelał, dlaczego itd. zajmą się odpowiednie organy. Jakąś poszlaką może być to, że komendant miejscowego posterunku poinformował, że takowe zajście z udziałem jego podwładnych mogło mieć miejsce. Podsumowując, choć to zabrzmi

 

Paweł Klimczuk, lat 14.

Comments

comments

Dodaj komentarz