Ktoś jest naćpany, ktoś musi spier…ć – Magdalena Bednarczuk, XIII LO we Wrocławiu




 

Są najlepsi. Wyglądają nienagannie, pięknie uśmiechają się do kamery – w końcu to oni nas reprezentują. Politycy. Jako nasza chluba i duma mają obowiązek pracować nad swoją kulturą. I wierzymy, że jako ludzie wykształceni posiadają ją w nadmiarze. Aż pewnego dnia z ust uroczej i zawsze uśmiechniętej pani minister słyszymy dobitne „spier…j”.

No cóż, każdego czasem poniesie. „Spieprzaj dziadu” stało się już niemal sztandarowym powiedzeniem w naszym kraju. Nic więc dziwnego, że na murach coraz częściej pojawiają się kilkuliterowe wulgaryzmy. W końcu: uczymy się od najlepszych.

Skoro byłemu prezydentowi Warszawy wolno w ten sposób zwracać się do ludzi, to dlaczego pani Fedak nie może również sobie ulżyć? Jakież to było zdziwienie narodu, kiedy okazało się, że elegancka kobieta, która z definicji posiadać powinna ogromną kulturę, używa słów godnych podwórkowego palanta. „Spier…j” skierowane było do jej kolegi Sawickiego a ten, o dziwo, potulnie zastosował się do wyrafinowanej prośby. Może wystraszył się, że pani minister w swoich działaniach posunie się dalej i spróbuje biednego mężczyznę zaatakować? Czego to się można spodziewać po osobie władającej takim językiem…

Ale co z naszym królem mowy kwiecistej i wyszukanej? Szanowny pan Palikot, który prezydenta mianuje chamem a PZPN poleca „jeb..ć” zdecydowanie zasługuje na miano mistrza kultury i odpowiedniego słownictwa. On przekracza już wszystkie granice, a nawet granice przekroczenia granic. Nie ma dla niego wyrazów i zdań, których publicznie mówić nie wypada. Im więcej wulgaryzmów, więcej słów prostackich, tym całe zdanie posiada większość wartość w oczach Palikota. Dlatego nie wiem, z jakiego powodu nie potrafi dogadać się z Kaczyńskim – mimo wspólnego pod wieloma względami języka.

Ale bądźmy szczerzy: nie zawsze jest u nas tak wulgarnie. Czasem wystarczy tylko parę słów wypowiedzianych w pewności, że mikrofony już nie są włączone. „Widzisz, jak Cię Angela kocha?” – premier Tusk był pierwszym, który zauważył prawdopodobne zaloty niemieckiej kanclerz do naszego prezydenta. A pan Kaczyński, niestety, na amory głuchy i twierdzi, że Merkel „chyba naćpana jest”. Wnioski godne przedstawicieli państwa. A teraz wszyscy wstajemy i ogromne brawa dla obydwóch panów, za spostrzegawczość!

A skromniutka pani Kruk potrafi „coś tam, coś tam” i nam wszystkim idealnie pokazuje, że po spożyciu najlepszy polityk może palnąć głupie zdanie. Najgorsze jest jednak to, że większość z nich, nie myśli nad tym co mówi, nawet w momentach całkowitej trzeźwości.

 

Magdalena Bednarczuk, XIII LO we Wrocławiu

Comments

comments

Dodaj komentarz