„Love Generation” – Bartłomiej Soja

W Polsce trwa wielka promocja miłości. Miłość wlewa i wylewa się naszymi oknami. Nawet nasz Pan premier poddał się miłosnemu szaleństwu. Można nawet rzec, że dał mu początek na zwycięskim wiecu Platformy. Tak czy inaczej, w naszym ukochanym kraju można dostrzec kwitnące uczucie PO do PSL i odwrotnie. Jedno bez drugiego żyć nie może, wybierają się na długie, romantyczne spacery (w końcu zakochani czasu nie liczą), z których nic się nie dowiadujemy, bo oboje kochanków milczy o swoim  uczuciu jakby od tego miało zależeć ich dalsze być albo nie być. Niestety piękne ich uczucie nie może być widziane jak miłość Romea i Julii, Klary i Wacława czy choćby Heloizy i Pana Saint-Preux. Jest to miłość przymuszona przez wyrodnego Ojca, który chcę osiągnąć jakiś zysk ze związku swojej dziatwy. A „wybrankowie” muszą ze sobą żyć. Wielu było chętnych na rękę cudownej pani jaką niewątpliwie jest PO. Młodzieniaszek LiD proponował 100 konkretów, ale w ostatniej chwili zachorował na dziwną, tropikalna chorobę i nie mógł przedstawić swojej miłosnej kandydatury pięknej dziedziczce. Wcale nie tak młody, choć nie sędziwy wiekiem, szlachcic i rycerz  Niepokalany PiS wcale nie starał się o rękę PO. Chciał nawet szkodzić, wyzywać, opluwać pannę Platformę, by tylko zniechęcić podekscytowanych kandydatów do jej wyboru. Twarz, którą zdobywał przez lata licznych wojen z wiatrakami, stracił, i ukrył się pod kamieniem żałośnie sycząc jako ten wąż pstrokaty. O względy anielskiej Platformy ubiegało się także 3 braci zwanych powszechnie jako Bracia LPR. Niestety nie mogli się dogadać, który to z nich zaweźmie pannę, pokłócili się, i w ogóle nie podjęli się trudu miłosnego okiełznania krnąbrnej pani. Wybór więc padł na barczystego mężczyznę, zubożałego szlachcica z Padolca Niepodówczesnego. A miano jego brzmiało PSL. Jako, że jedynym kandydatem był, Ojciec Platformienki wybrał go i na swego córczanego syna przeznaczył. Czy żyć będą szczęśliwie i długo? Nieważne. Czy zmieni się coś? Nieważne. Czy Polska stanie się Irlandią i czy za niedługo będziemy przeklinali rzesze Anglików w naszym kraju? Nieważne. Niech żyje miłość…

Bartłomiej Soja

Comments

comments

Dodaj komentarz