3 września rozpocznie się nowy rok szkolny, pierwszy od wielu lat, w którym wszystkich uczniów obowiązywać będą jednolite (akurat!) stroje.
Na początku wymienię parę korzyści, jakie mają przynieść mundurki:
1. Koniec rewii mody w szkole, koniec ery „gołego pępka”.
2. Koniec podziału na lepiej i gorzej ubranych.
3. Łatwiejsza identyfikacja uczniów danej placówki.
W ustawie mowa jest tylko o jednolitych strojach, a o tym, jak one mają wyglądać, decyduje dyrektor danej szkoły – w niektórych szkołach zleca on wybranej firmie szycie strojów, a w niektórych ustalone jest, jakiego typu mają być ubrania (materiał, kolor, długość) – tutaj jest więcej dowolności.
Teraz obalę „plusy mundurka”:
1. W szkołach, gdzie jest dowolność, można kupić sobie strój, który jednocześnie spełnia wymagania i jest nieodpowiedni ze względu na zbyt duży dekolt, odkryty pępek itp.
2. W szkole, o której mowa powyżej, jeśli taki podział istnieje, to ograniczenie strojów materiałem lub kolorem niczego nie zmieni. Będą dzieci, którym ubrania rodzice kupią w lumpeksie oraz takie, których ubrania będą najlepszej jakości, z metką znanej firmy.
3. Tutaj nie potrzeba mundurka, wystarczy identyfikator.
Więc albo jednolity mundurek szyje wybrana przez szkołę firma (która jest najtańsza, a nie firma znajomych dyrekcji!) albo jednolitych strojów nie powinno być w ogóle – bo ograniczają wolność, a nic nie zmieniają.
Dodam również, że można wprowadzić do szkolnego statutu zapis mówiący o odpowiednim stroju (nie może być wyzywający, odkrywać zbyt wiele…)
i karać każdego, kto złamie to postanowienie – tak będzie prościej i lepiej.
Chciałbym jeszcze napisać o zajęciach religii w szkołach oraz o pomyśle uwzględniania jej w średniej.
Szkoła to nie miejsce na indoktrynację religijną!
Wszystko co jest państwowe, musi być areligijne!
Mówię stanowcze NIE państwu kościelnemu!
Pomysł doliczania religii do średniej w szkołach publicznych jest po prostu absurdalny, ponieważ dyskryminuje uczniów nieuczęszczających na ww zajęcia, nie dając im szansy na wykazanie się w jeszcze jednym przedmiocie i co za tym idzie – nierówne obliczanie średniej i niesprawiedliwe przydzielanie nagród pod koniec roku szkolnego.
Są oczywiście zajęcia etyki, jednak nie odbywają się one we wszystkich szkołach z uwagi na znikome zainteresowanie, a osoby nie uczęszczające są zmuszane do marnowania czasu pałętając się po szkole bądź przebywając w bibliotece, kiedy religia odbywa się w środku dnia – a tak często bywa.
Mam nadzieję, że ten pomysł nie przejdzie we wszystkich szkołach, choć zależy to od nauczycieli danej placówki, którzy często głosują „za” – czyżby osoby z wyższym wykształceniem nie myślały?
Nie będę się już dalej zagłębiał w tym temacie, tylko przedstawię moją wizję.
Edukację należy sprywatyzować, zabronić państwu ingerencji w program nauczania i niech każda szkoła rządzi się własnymi prawami – wtedy uczniowie i zarazem klienci będą wybierali, jak ma wyglądać ich szkoła, a nie szkoła będzie wybierała, jak wyglądać mają oni.
Co do kosztów – i tak za obecną quasi-bezpłatną edukację płacimy w podatkach (utrzymując również niepotrzebne MEN, kuratoria, wizytatorów itd.) przez całe życie. Za prywatną płacimy tylko wtedy, kiedy z niej korzystamy, a co za tym idzie – oszczędność jest duża.
Prywatyzacja edukacji i brak ingerencji państwa w program nauczania to jedne z wielu niezmiennych postulatów Unii Polityki Realnej.