Coś mi się zdaje, że w listopadzie będą kolejne wybory parlamentarne! Właściwie to jest już pewne. W ogóle to się dziwię, jak tej "tropikalnej koalicji" udało się tyle czasu przetrwać. Koalicja: PiS, Samoobrona i jeszcze LPR na dokładkę to nic innego, jak przykład, iż w Polsce dla zachowania władzy zrobi się wiele, a może nawet wszystko. Szkoda, że wodzowie partii, której sztandarowe hasła brzmią ?prawo i sprawiedliwość? nie potrafią się zachować godnie, dając dobry przykład dla innych partii. Kiedy 2 lutego podpisywano pakt stabilizacyjny, wszyscy zadawali sobie pytanie, jak to możliwe, że bracia Kaczyńscy, którzy ciągle krytykowali Samoobronę, dogadali się z nią, nie tylko zawierając koalicję, ale także nominując Leppera na wicepremiera i ministra rolnictwa. Wtedy w mej głowie kłębiły się myśli, ile potrwa to szaleńcze porozumienie. Czy skończy się po tygodniu? A może po kilku miesiącach! Jednego byłem pewien ? ten pakt nie dotrwa do końca kadencji tego Sejmu. Jeśli potwierdzą się moje przypuszczenia, iż wkrótce zostaną rozpisane nowe wybory parlamentarne, to będę mógł twierdzić, iż polska polityka jest przewidywalna. Wczoraj zadałem sobie pytanie ? czemu właśnie teraz następuje rozpad? Już wiem! To wszystko przez to, że przewodniczącemu Samoobrony znudziły się wygodne siedzenia w rządowych limuzynach. W końcu to wiejski chłop, jak sam o sobie nieraz mawiał. Krótko mówiąc, człowiek wsi! I dobrze, że się nie wstydzi swojego pochodzenia. Tylko czemu zachowuje się jak niewychowany gbur, mówiąc np. dziennikarzowi, że da mu w papę. Czy wypada tak się zachowywać posłowi, których jest wybrańcem narodu ? Ja nazwałbym to polityczną niepoprawnością! Może stęsknił się za kaszanką? W końcu ile można wytrzymać, jedząc tylko rządowe kurczaki! Jak swojski chłop, to i swojskie jedzenie musi być i tyle! Pewno pan Andrzej nie omówił sprawy z kaszankami w umowie koalicyjnej i przez to teraz mamy kolejne wybory. A jak jeszcze dodać wpadkę ochroniarza BOR?-u, który zgubił broń podczas ochrony przewodniczącego, to ja już wcale Lepperowi się nie dziwię. Nie dość, że złe jedzenie, bo kaszanek nie ma, to na dodatek jeszcze jakieś samochody, w niczym nie przypominające kombajnu, albo chociaż ciągnika. Po prostu jeden wielki koszmar! Czyżby pan Lepper chciał się skumplować z Plaformą Obywatelską ? Jeśli tak, to nie wiem, czy udadzą mu się te plany, bo Pi S znalazło już i na to sposób. Mianowicie ludzie Kaczyńskich chcą wprowadzić przepis, który będzie zabraniał kandydowania do Sejmu ludziom z wyrokami. Bardzo dobry pomysł, tylko czemu dopiero teraz? Ano to dlatego, że dla Pis-owi było to na rękę, bo gdyby wprowadzili ten zapis, to już dawno w Sejmie nie byłoby Andrzeja Leppera, który na swoim koncie ma kilka wyroków. Takie przykłady pokazują brutalność polityki. Nie dość, że jest to agresywna gra, to już na pewno w wielu momentach nie przypomina demokracji. Bo jak można mówić o demokracji, kiedy rządząca koalicja robi co chce, przegłosowując jedynie ustawy, które są dla niej odpowiednie, a na domiar złego marszałek robi na obradach dokładnie to, co mu wódz każe.

I oto po prawie roku następuje kryzys, a najprawdopodobniej również rozpad koalicji, co oznacza rozpisanie nowych wyborów. Dla wielu Polaków jedynym pocieszeniem może być fakt, iż podczas kampanii znowu będzie można się najeść kiełbasy wyborczej. A do tego jeszcze w pobliżu będzie śpiewał pan z czerwonymi włosami (przepraszam, teraz z zielonymi). Posłuchamy również ?cudnych? melodii Samoobrony albo najnowszego hitu ? hymnu Pis-u! Natomiast w spotach reklamowych będą występować politycy, pokazujący, jacy są wspaniali i ileż to oni chcą zrobić dla dobra narodu. I to wszystko za darmo! Proszą, żeby tylko wyborcy dali im szansę, a oni wtedy poświęcą całe swoje życie dla państwa polskiego. Czegoż to się nie zrobi, żeby tylko zostać posłem! A na dokładkę będą spotkania z politykami, same ciepłe słowa kierowane do wyborców. I zapomniałem dodać o pięknych obietnicach, których połowa jest tak realna, jak narodziny Harry Pottera w Wąchocku. Po prostu raj. Żyć nie umierać.

Krzysztof

Nie ma tygodnia, żeby w polskiej polityce coś nie zawrzało. No i bardzo dobrze! Są afery, wpadki, a nawet śmieszne gafy, jak ostatnia premiera Kaczyńskiego, który przez pomyłkę chciał pocałować w rękę Radka Sikorskiego, obecnego ministra MON?. u. Tylko w Sejmie coś ostatnio nudno. Jak kilka dni temu oglądałem w telewizji relację z obrad sejmowych w innych krajach, to aż mi się podniosło ciśnienie! W obradach tych nie zabrakło bójek, ba, było nawet rzucanie krzesłami! To są dopiero ciekawe obrady! Lepsze niż niejeden kryminał. Można powiedzieć, iż jest to taki mix, bo jest tu wszystko! Czemu w Polsce tak nie jest ? W jednej z piosenek można usłyszeć tekst "wybraliście mistrzów polityki, Kaczora Donalda i Myszkę Miki". W związku z tym, mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni za sprawą naszych wspaniałych przywódców politycznych. Dzięki temu zamiast chodzić na premiery najnowszych produkcji filmowych, będę wspierał polską twórczość tworzoną przez 460 wybrańców narodu, oglądając relacje z Wiejskiej. I na dodatek będę mógł z dumą powiedzieć "dobre, bo polskie"! To jest dopiero przyjemne z pożytecznym! Ale byłaby heca następnego dnia w szkole na lekcji WOS! Mógłbym dyskutować z kolegami o tym, który z posłów się lepiej bije, albo kto ma mocniejszy ?prawy sierpowy?. Natomiast dziewczyny rozmawiałyby o tym, która z posłanek głośniej piszczy, albo bardziej lubi owies! Aby uatrakcyjnić obrady, proponuję również walkę na pomidory oraz korridę, czyli ucieczkę przed bykiem. Najlepiej wypuście z pięć sztuk, żeby wszyscy posłowie mieli przed czym uciekać, a nie jak ma się to dzisiaj. Jeden czyta gazetę, kolejny rozmawia przez komórkę, a najlepszy to jest ten, który bez żadnego wstydu ogląda gołe panie, dłubiąc przy tym w nosie. Po obejrzeniu takiej relacji od razu widać, że w Sejmie mamy "górników"! Przypuszczam nawet, że jeśli ludzie z ław sejmowych postaraliby się, to nie tylko przebiliby oglądalność "M jak miłość", ale również wzbudziliby ciekawość, a obywatele tego kraju z utęsknieniem czekaliby na kolejne odcinki obrad z ulicy Wiejskiej. Drodzy posłowie, pokażcie, że potraficie. Cały naród w Was wierzy, z utęsknieniem czekając na jakiś ?odjazd? w Sejmie. Również jest to darmowa kampania wyborcza, bo nie dość, że jak się dobrze bijesz, to pokażą cię w TV, to jeszcze na dodatek możesz walczyć na ringu. W końcu nadal poszukiwany jest następca Andrzeja Gołoty. Czyżby miałby nim być ktoś z szeregów Samoobrony ? Może pan przewodniczący Andrzej?

Ostatnio również głośno o powrocie Zyty Gilowskiej do rządu . Premier Kaczyński oświadczył we wtorek, iż w tej kwestii jest pełen optymizmu. Co by to miało znaczyć, to nie wiem. Ja też jestem pełen optymizmu, jednak kiedy pomyślę sobie o planach na przyszłość moich rówieśników, to już mnie przygniata pesymizm. Słyszę tylko w kręgach młodzieży, że jak skończą studia, to wyjadą za granicę. Jeśli tak będzie, to powstanie "europejski kogel – mogel. Polacy wyjadą do Anglii, gdzie będą stanowić większość obywateli, przy czym krajem zarządzać będą Anglicy. Natomiast do Polski przyjadą "spece" z ubogich państw, jak np. Kambodża, dla których realia polskie są realiami wyjątkowo kuszącymi. Dla młodych Polaków perspektywa na przyszłość jest zatrważająco niekorzystna. Jednak co na to może poradzić taki szary obywatel jak ja? Jakbym zorganizował strajk, to najwyżej pokazaliby go w TV, a politycy zaczęliby znowu swoje obiecanki cacanki. Niestety, naszym polskim przywódcom najlepiej wychodzi obiecywanie i snucie takich marzeń, że aż przychodzą do głowy skojarzenia związane z rajem. Jedno muszę im przyznać, na opowiadaniu bajek to się panie Posłanki i panowie Posłowie znacie, i to bardzo dobrze! Gdybyście połączyli swoje siły, to moglibyście napisać dzieło na miarę Harry Pottera, a może nawet i trylogii Tolkiena. Oczywiście byłaby to powieść fantasty, bo realistami to wy na pewno nie jesteście!

Krzysztof Pyzia k.pyzia@interia.pl

Krzysztof

Minister edukacji Roman Giertych zwykł określać swoją wizję szkoły czterema słowami: prestiż, porządek, patriotyzm, prawda. Jednak większość społeczeństwa inaczej określiłaby jego działania, co świetnie ujęła posłanka PO, Krystyna Szumilas: "pozory, puste hasła i przymus".

Wchodząc do którejkolwiek z polskich szkół, nietrudno usłyszeć niekończące się dyskusje uczniów (i nauczycieli) obracające się wokół słynnego już hasła "Giertych musi odejść". Bo co dobrego pan Roman może nam zaoferować?

Jednym z "genialnych" pomysłów ministra jest monitoring w szkołach. Świetnie, tylko?po co? Co takiego Romuś chce ujrzeć na szkolnych korytarzach? Uczniowie nie są pacjentami szpitala psychiatrycznego, by być pod stałą obserwacją, czy postaciami w Simsach, których każdy ruch można kontrolować! Młodzieży też należy się odrobina prywatności i komfortu, a nie niepotrzebne zwiększanie stresu! Poza tym, powiedzmy sobie szczerze: młodzi ludzie nie są na tyle głupi, by dać się przyłapać na czymś pod okiem kamery, więc cały projekt skazany jest na niepowodzenie. Pozostaje tylko pytanie: czy pan Giertych jest na tyle mądry, by przyjąć to do wiadomości?

Kolejny wybryk: specjalne Ośrodki dla Trudnej Młodzieży, czyli nazywając rzeczy po imieniu, getta. Dlaczego do pana ministra, sprawiającego wrażenie człowieka inteligentnego, nie docierają opinie pedagogów i psychologów próbujących uświadomić mu, że to zły pomysł? Wyobraźmy sobie zebranych w jednym miejscu chuliganów próbujących imponować sobie nawzajem, łączących siły w walce z nauczycielami buntowników i innych tym podobnych! Istne piekło. A może zamiast sobie to wyobrażać, lepiej do tego nie dopuścić! Tutaj również nie pozostaje nam nic innego, jak liczyć na rozsądek ministra, który ostatnio go nie przejawia.

Wymienione wyżej przykłady to jedynie krople w morzu giertychowskich projektów zmian, zmian na gorsze. Jeśli w ten sposób pan Roman będzie wprowadzał swoje porządki, to szkoły zmienią się w nienawidzone przez uczniów obozy koncentracyjne. Przyniosłoby to niemałe kłopoty i szkody, a zero pożytku. Jak temu zaradzić? Cóż, rozwiązanie pt. "Giertych do wora, wór do jeziora" chyba nie jest najlepsze, ale jest inne, banalnie proste: Giertych musi odejść!

Aleksandra Spiżewska

Zbliżają się wybory samorządowe ? czas najważniejszy dla każdej partii. Ugrupowania prześcigają się w pomysłach, mających na celu zaskarbienie sobie poparcia wśród ludu.

Reklama jest dźwignią handlu. A jak inaczej można nazwać ten przedwyborczy wyścig? Przeciętny zjadacz chleba staje się teraz najzwyklejszym w świecie "towarem". Przecież to przyszły wyborca ? jego głos na pewno zaważy na wyniku wyborów. Trzeba, więc jakoś to poparcie zdobyć. Sposoby są różne. Pewniakiem jest reklama, zarówno radiowa, jak i telewizyjna. Oczywiście, nie może też zabraknąć billboardów. To z nich patrzą na nas obywatele IV RP, pluszowe misie i kłosy zboża. Kolejnym, równie istotnym elementem jest zachowanie samych zainteresowanych, czyli polityków. Ci starają się za wszelką cenę pokazać, jak blisko są ludzi, opuszczają więc siedzibę na ul. Wiejskiej i udają się w plener. Za dobry przykład może posłużyć Andrzej Lepper.

Ostatnimi czasy głośno w Polsce było z powodu suszy. Modlitwy o deszcz, zapewnienia o dofinansowaniu rolników, o pomocy socjalnej. Minister nie szczędził słów. Słusznie ? przecież wybory za pasem, a o wieś trzeba walczyć. W końcu to ona stanowi środowisko naturalne dla jego partii. Co z tego, że owe zapewnienia będą sporo kosztowały budżet państwa. Ważne, że te kolejne kilka procent będzie za nim.

Wróćmy jednak do recepty na sukces wyborczy. Mamy już: reklamę, spotkania z wyborcami ? brakuje już tylko jednego. Hasła, hasła i jeszcze raz hasła. Każda partia powinna mieć jakieś motto, esencję własnej działalności. Ten chwyt reklamowy musi być zwięzły, musi uderzać w codzienność. Może również intrygować ? tak jest przynajmniej w przypadku hasła PSL-u. Na billboardach możemy spotkać plakaty w wielkim napisem o następującej treści: "PSL = NORMALNIE". No właśnie. I tu nasuwa się pierwsze pytanie. Otóż, co to znaczy "normalnie". Jest to pojęcie bardzo względne ? to fakt. Dlatego zastanawiające jest, co pomysłodawcy chcieli nam przekazać. Możemy się tylko domyślać. Opcji jest kilka. Może chodzić np. o sytuację polityczną Polski ? zarówno w kraju, jak i na świecie. Być może chcą zrobić porządek. Mają na celu ustatkowanie naszej pozycji i wyrobienie Polsce opinii kraju normalnego, gdzie państwem nie rządzą bliźniacy o zapędach dyktatorskich. Prawdopodobnie mają na względzie sprawy wewnętrzne ? nie godzą się na poniżanie pracowników. Chcą szacunku i godziwych zarobków dla lekarzy, dbają o ich interes, a co za tym idzie, interes społeczeństwa. To byłoby nawet całkiem rozsądne ? o ile jednak nie do końca realne, przynajmniej w tych wyborach. Jednakże słowo "normalnie" może mieć różną interpretację. Może PSL-owi chodzi o zlikwidowanie problemów natury obyczajowej? Mają pewnie na uwadze walkę o poszanowanie wartości narodowych, szacunek do historii, wzmożony patriotyzm, którego nam, młodym, rzekomo teraz brakuje. W tym niezwykłym haśle wyborczym można dopatrzyć się wielu przesłań. Intencja jednakże zrozumiała jest tylko przez nielicznych. Do mnie to hasło nie trafia. W ogóle, co oznacza normalność? Nie rozumiem.

Głosować jeszcze nie mogę ? nad czym bardzo ubolewam. Zdaję sobie sprawę z tego, że teraz waży się moja przyszłość. Ja stoję bezradnie, przyglądając się przedwyborczemu cyrkowi. Ugrupowania ulegają zatraceniu. Główne priorytety to zmieszanie z błotem konkurenta, podlizanie się społeczeństwu i masa pustych obietnic. A jak ? niech się zapchają, niech myślą, że gdy tylko my dojdziemy do władzy, to będzie dobrze. A my? Niestety, wierzymy. Wyborcy udowadniają to regularnie co cztery lata. Wyniki zna chyba każdy ? tłumaczyć nie trzeba. Pozostaje tylko apel ? w imieniu młodych ? którzy stanowią przyszłość tego kraju. Prosimy! Wykażcie trochę odpowiedzialności i rozwagi. Pamiętajcie o nas. Stop.

Radomir Wit

Włączając różne środki masowego przekazu, jesteśmy "bombardowani" twarzami rządzących. Najczęściej teraz widzimy posłów z tzw. Komisji Bankowej. Szczególnie na ekranie komputera bądź telewizora pojawia się twarz Artura Zawiszy, który próbuje zdominować całe posiedzenia owej komisji poprzez "konkurs" przekrzykiwania się do mikrofonu. Zaraz potem mamy nieprzyjemność zobaczyć Andrzeja Leppera po raz wtóry grożącego przedwczesnymi wyborami i powtarzającego cały czas oklepane i nudne obietnice. Siadając w fotelu z gazetą, możemy śledzić "love story"- czyli miłość poseł Jolany Szczypińskiej do premiera. Wreszcie mamy polską telenowelę, która różni się od brazylijskich tym, że nie wiemy, co będzie w następnym odcinku. Bardzo ciekawe są też konferencje prasowe LPR. Podczas przemówienia Romana Giertycha poseł Wierzejski zawsze robi za tło, wachlując oczętami we wszystkie zakamarki sejmowych marmurów. Czyżby przemówienie zwierzchnika było aż tak nudne? Oczywiście jest wiele ciekawych twarzy, sytuacji z nimi związanych. Należy wspomnieć o wystąpieniach, w których posłowie wymyślają bądź znajdują nowe znaczenia słów typu "wykształciuch" czy "filipinki". Najgorszy jest moment niedzielnego przedpołudnia, kiedy to w telewizji możemy po raz kolejny oglądać premiera przemawiającego niczym dyktator do zebranych wiernych na mszy w Częstochowie. Czy Kościół nie powinien być apolityczny? Nawet nie chcę już komentować orędzi braci Kaczyńskich, którym zawsze podczas mówienia zamarzają dłonie i wyglądają, jakby były z wosku… Festiwal twarzy trwa, ale przyjdzie kiedyś czas, kiedy to odczujemy brak reform, a wtedy nie będzie nam do śmiechu.

Paweł Bajorski, 17 lat, Tarnobrzeg

Dawno, dawno temu, no może nie aż tak dawno, jakby mogło się wydawać, grupka dzieci: mały Lech, Jaruś (co to pieprzyk miał) i Andrew, bawili się w piaskownicy przy ulicy Wiejskiej. Chłopcy ci siali postrach wśród innych maluchów, w oczach których byli wodzami. Doborowo wybrali elitę pomagającą im w zarządzaniu ferajną. I tak oto Lech stał się głową, Jaruś szyją, a Andrew kulą u nogi. Romek z innego osiedla zajął się zaś szkoleniem młodszych, którzy w przyszłości może zajmą ich miejsce ( o ile to w ogóle możliwe). Chłopcy wyrzucali inne dzieci z piaskownicy, oglądali je w lusterku, robili zamieszanie, próbowali budować szklane domki z piasku.

Pewnego dnia jednak mały Andrew, czerwony ze złości (a może i tak bardzo opalony?), zabrał swoje zabawki i w akcie samoobrony przed kolegami poszedł do domu. Tata Rydzyka powiedział, że Jaruś i Lech buchnęli księżyc i Andrew dowiedział się o tym, dlatego też obraził ich brzydko. Lech i Jaruś zostali sami i nie pomogła im nawet Zyta, która wróciła do piaskownicy. Jaruś, jako że miał głowę nie od parady, zaczął kombinować za dwóch. Jego czuj mówił mu, że nie będą już z bratem rządzić piaskownicą, tak jak wcześniej. Szukał zatem towarzyszy wśród innych dzieci i szuka do tej pory.

Tymczasem, nieopodal, żyje sobie mały, zapomniany Donald, który też marzył o prawie do największej łopatki w piaskownicy, ale mu nie wyszło. Może mu POtem wyjdzie?

Może Jaruś spisze się na medal i dostrzeże go, a wtedy powstałaby nowa bajka o Kaczorze (i) Donaldzie?

A sympatia do Romusia wzrasta

Tamara Pawlik, 18 lat

Trudny okres dla kaczek?? Skąd! Naszym polskim kaczkom zima nie jest straszna. Same potrafią podgrzać atmosferę w kraju, iż czujemy się, jak na wakacjach w tropikach. To dopiero się nazywa dbać o swoich wyborców! Dezorganizują nam Sejm, by ponownie stał się lepszym! Gorzej już być nie może, więc nadto starać się nie muszą. Jednak warto dmuchać na zimne, dlatego przygotowania na ostrą zimę ruszyły pełną parą. Rozdają maskotki naszym milusińskim, by te mogły się w chłodne wieczory do niech przytulić. Członkowie PiS-u powiększają swoje szeregi o posłów i posłanki Samoobrony, bo jak wszystkim wiadomo w większej grupie jest cieplej i przede wszystkim raźniej. Jednak to może nie wystarczyć! Gdy PiS policzy zapasy na ciężką zimę to nie są one wystarczające, by przeżyć chłodne zawieruchy! Na dzień dzisiejszy mają 198 głosów, a niezbędne są 32. I co teraz zaproponuje wyborcom Jarosław Kaczyński? Koalicja z PSL-em. Kolejny szczęściarz wybrany do współtworzenia polskiej polityki na najwyższym szczeblu. Jeżeli PSL się zgodzi, to jeszcze kilku posłów i rząd z wystarczającymi zapasami może spokojnie oczekiwać zimy. Nikłe żądania koalicjantów i PiS będzie świętować w swoich szeregach, śpiewając chyba wszystkim znane "my się zimy nie boimy". Jednak, gdy ukaże się widmo przedterminowych wyborów parlamentarnych nie wystarczą apele Jarosława Kaczyńskiego, iż przychodzi trudny okres dla kaczek i trzeba im teraz pomagać. Może Polacy tym razem nie odpowiedzą równym głosem "Pomożemy" i co wtedy? Czy kaczki odlatują na zimę?

Anna Kubik, lat 18