Pierwszy rocznik – Wiktor

W ostatnim czasie słyszę coraz częściej o tym, że jestem pierwszym rocznikiem, którego dotyczy nowa podstawa programowa. Mówiący to mają na myśli prawdopodobnie to, że mamy o wiele gorzej niż wcześniejsze roczniki. Dobrze to rozumiem, jestem rocznikiem numer jeden, ale to nie oznacza, że mamy super trudno. Mogłoby być trudniej, gdybyśmy mieli szczęście do Ministrów Edukacji Narodowej, którzy bardzo dbają o to, by dzisiejsza młodzież nie musiała się zbytnio wysilać.

Sprawdziłem, czego musiał nauczyć się uczeń klasy VIII podstawówki z czasów tzn. „komuny” za czasów moich rodziców i klasy II klasy gimnazjum teraz, i szok. Poziom dawniej był taki, że dzisiaj nawet osoba dobra mogłaby sobie nie poradzić z tamtym programem. A to wszystko, dlatego, że w ciągu tych 30 lat, które minęły, przeprowadzono kilka reform nauczania, które drastycznie obniżyły jego poziom. Takie zachowanie MEN-u dla mnie jest niedopuszczalne! Ale czemu to robią? Przecież efekty takiej polityki edukacyjnej widać już teraz. Gdy na studia przychodzą roczniki „po reformie” wykładowcy pamiętający „stare, dobre czasu” widząc nowych studentów, dziwią się, że nie wiedzą czegoś, co wiedziały roczniki przed reformą. Czasami ich poziom niewiedzy dochodzi do poziomu elementarnego, czyli niewiedzą czegoś, co jest niezbędne do dalszej nauki na studiach. Uczelnie z powodu tak niskiego poziomu wiedzy muszą bardzo obniżać poziom. Dawniej za granicą fachowiec z Polski był uważany za osobę bardzo dobrą, czasami wybitną, teraz zaczynamy równać do innych krajów, gdzie podobne reformy były przeprowadzone dawniej a teraz zastanawiają się, co z tym fantem zrobić.

Wiadomo, uczeń wszystkiego, co jest w szkole się nie nauczy. Można powiedzieć więcej, jeśli spojrzymy na to, czego uczeń miał nauczyć się w szkole i na to, co rzeczywiście zapamiętał, to okaże się, że nie pamięta dużej części tego, co było w szkole omawiane. Więc zmniejszanie programu nauczania spowoduje nie to, że uczeń utrwali to, co zostało, tylko nauczy się części z tego, co zostało. Nie powinno się obniżać poziomu, też z tego powodu, że tracą znaczenie tytuły naukowe. W dawnych czasach osoba z tytułem magistra była już uważana za osobę bardzo mądrą. Teraz taki tytuł coraz bardziej traci na znaczeniu. Po pierwsze poziom egzaminu maturalnego, który jest na strasznie niskim poziomie. Ten test jest tak zbudowany, że przykładowo osoba nieznająca języka może zdać egzamin z języka obcego. Drugi powód to powstawanie na prywatnych uczelniach kierunków, które się do niczego nie przydają a powstają tylko, dlatego, żeby zwiększyć liczbę studentów. Powstają kierunki uczące przyszłych bezrobotnych. Tak powstaje grupa osób nazywana straconym pokoleniem. Trzeci powód to masowe przepuszczanie studentów, którzy nie powinni się dalej uczyć na tym kierunku. Powoduje to polityka ministerstwa, które daje uczelni pieniądze w zależności od ilości studentów. Przez to władze uczelni zostawiają bardzo słabych studentów, tylko po to, by dostać więcej kasy.

Przez reformy edukacji powstały jeszcze, co najmniej dwie niedorzeczne dla mnie rzeczy. Pierwsza to ocena dopuszczająca, inaczej „dwójka”, która ma za duże uprawnienia. Uczeń uzyskujący tą ocenę umie, zgodnie z jej definicją „wykonywać podstawowe zadania przy pomocy nauczyciela”, a jednocześnie ta ocena pozwala przystępować do egzaminów, które są z założenia samodzielne. Uważam, że ta ocena powinna albo zniknąć, albo powinno się ją uznać za ocenę negatywną. Można by również zmienić całą skalę ocen i „dwójkę” podnieść do poziomu „trójki”, a resztę ocen ustawić zupełnie inaczej niż dotychczas. Drugą rzeczą, która jest niedorzeczna to powstanie gimnazjum. Uczniowie często zmieniają szkoły (podstawówka, gimnazjum, liceum) i nim poczują się „u siebie” już muszą odejść, mają brak poczucia stabilności. Tworzenie nowego systemu nauczania, bazując na doświadczeniach kraju, który właśnie od takiego systemu odchodzili, jest głupie! Podążanie za zachodem Europy nie zawsze jest dobre, a szczególnie, jeśli chodzi o edukacje.

Teraz poświęcę parę słów ostatniej reformie , czyli dotyczącej dzieci idących teraz do klas I podstawówki i przyszłych „pierwszaków”. Oczywiście pochwalam posyłanie dzieci o rok wcześniej do szkoły, ale to, że przesuwa się program „zerówki” do klasy I już nie. To nie jest dobre dla wiedzy przyszłych pokoleń. Program nie powinien ulec zmianie, ale nasze MEN chyba uważa, że jak pokolenie jest głupsze, to jest łatwiejsze do manipulowania. Ale to nie prawda! Ponieważ prócz szkoły, która teraz uczy dużo mniej niż dawniej, ale są jeszcze rodzice i inne osoby, które widzą, że dziecko można czegoś jeszcze więcej nauczyć.

Trochę z nadzieją patrzę w przyszłość, że być może po wyborach coś się zmieni na lepsze, gdyż niedługo już dobijemy do dna, a wtedy już tylko można iść w górę.

 

Wiktor

Comments

comments

Dodaj komentarz