Politycy na olimpiadzie – Karolina Suchecka, lat 16

Tegoroczne igrzyska olimpijskie zapowiadają się niezwykle emocjonująco. Wszyscy światli ludzie, którzy ze znanych nam sportów  uprawiają jedynie wymądrzanie się, wzywają przyszłych olimpijczyków: „Do sabotażu!”

Mądre głowy  perorują, iż olimpiada w Pekinie wybudowana jest na krwi i trupach mieszkańców, bo wyrzucają z domu, bo zabijają, bo niszczą mieszkania, bo bla bla bla. Ja to doskonale rozumiem, ja się ujmuję, że bestialstwo i okrucieństwo. Ale politykom, ekologom i innym obrońcom łatwo mówić:

– Drodzy państwo, drodzy sportowcy, niech Polska sabotuje Pekin, sportowcy, wy wszyscy, którzy liczycie na medale, powiedzcie: „Nie jadę na olimpiadę, która powstała poprzez wyrzucanie ludzi z domów!”. Na pewno zostaniecie zapamiętani, jeśli oświadczycie, że się nie wybieracie albo nie przyjmiecie medali, a nie jeżeli wygracie złoto i parę tysięcy!

Z drugiej mańki, stawmy się na miejscu przyszłego olimpijczyka, który ma szansę na wygraną. Dla sportowców olimpiada to priorytetowe wydarzenie w życiu. A co najważniejsze, może się przytrafić tylko raz. Załóżmy, że w tym roku  ktoś jest w idealnym wieku i szczytowej formie. W sporcie jest tak, że za cztery lata będzie już pewnie na emeryturze albo przynajmniej zejdzie z niego nieco powietrza. Sport to nie polityka, drogie mądrale, że jeżeli nie wygra się jednych wyborów, to za cztery lata można wygrać następne.

Ciężki orzech

Nie sugeruję tutaj, że sportowcy to bezduszne, ambitne szakale, które pragną tylko swojego dobra (hej, mimo to, z pewnym zawodem mi się ów opis kojarzy…), ale w tym momencie znajdują się między młotem a kowadłem. Postawiono im ultimatum. Pojedziecie – wszyscy się dowiedzą, że macie gdzieś krzywdę prześladowanych Chińczyków. Zostaniecie – prawdopodobnie zmarnujecie jedyną szansę na osiągnięcie czegoś naprawdę niesamowitego w swojej karierze, o czym marzy każdy szanujący się lekkoatleta.

Jak na mój gust, śmierdzi tutaj grubą polityką.

Błąd już popełniono

Rok 1980, olimpiada w Moskwie. Analogicznie – zimna wojna pomiędzy USA i krajami Europy Zachodniej a pozaeuropejskim blokiem ZSRR. Wskutek tego, w Moskwie zabrakło aż 63 reprezentacji państw. Ten moment możemy uznać za początek mieszania się polityki do sportu. Z drugiej strony, czemu teraz Ameryka nie widzi problemu i nie będzie bojkotować, bo to tylko olimpiada? Cóż, wszystko płynie.

Mądry wybór!

Poza tym, no kurcze  powszechnie wiadomo, że Chiny to komunistyczny kraj, gdzie łamane są prawa człowieka. Więc kto, do jasnej ciasnej, pozwolił im na organizację takiego przedsięwzięcia. Tym bardziej że wtedy w każdym kraju, nawet najbogatszym, zdarza się łamanie prawa człowieka, eksmisje itd. NAWET W NAJBOGATSZYCH, DEMOKRATYCZNYCYH KRAJACH, podkreślam, do których Chiny bynajmniej się nie zaliczają (tym bardziej w tej części o demokracji). Czy nie było więc jasne lub choćby DO PRZEWIDZENIA, jak sprawa się będzie prezentować?

A więc drogie mądrale, nie stawiajcie sportowców na ostrzu noża, nie każcie im rezygnować z marzeń, bo ktoś nie wpadł na to, jakie będą konsekwencje organizowania takiego wydarzenia w kraju, gdzie prawa człowieka właściwie nie istnieją. Już troszkę za późno na mądrowanie się. 

Ach, i jeszcze jedno oświadczenie z ostatniej chwili: Otóż sport NIE RÓWNA SIĘ polityka, więc łaskawie nie mieszajcie tych dwóch pojęć.

Karolina Suchecka, lat 16

Comments

comments

Dodaj komentarz