Polityczna groteska objawiona w słowie

Dziś w Polsce ludzie mówią wszystko i o wszystkim, tak naprawdę nie zastanawiając się nad wagą wypowiadanych zdań. Świetnie obrazuje to polska scena polityczna, gdzie np. Antoni Macierewicz od kilku miesięcy, jeśli nie dłużej, snuje historię o domniemanym zamachu smoleńskim. Czy pojawiły się na to jakieś dowody? Nie, skądże. Wystarczą słowa, bo słowo ma moc. Takich przykładów jest wiele, mnożą się one każdego dnia i prowadzą do prostych wniosków: nasi politycy biorą udział w jakimś konkursie, niezdrowym wyścigu szczurów na najbardziej kontrowersyjną, druzgoczącą wypowiedź. Po co zajmować się realnymi problemami? Co tam bezrobocie, co tam dziura budżetowa. Lepiej mówić, ciągle mówić, nieważne co, byle tylko „przegadać” rywala i dać mediom pożywkę na kilka następnych dni. A może przy okazji sondaże pójdą w górę?

Takie zachowania polityków można śmiało porównać do występów teatralnych albo cyrkowych, których celem jest zaciekawienie odbiorców. Merytoryczna debata publiczna przestała być atrakcyjna, natomiast przedmiotem zainteresowania stały się skandale, sprzeczki.

Taktykę tę najczęściej i najwyraźniej stosuję Ruch Poparcia Palikota, który wszystkie swoje działania traktuje w kategoriach happeningu. Być może forma ta początkowo była atrakcyjna, nadawała pewien koloryt i przyciągała uwagę szczególnie młodych wyborców, lecz co za dużo, to nie zdrowo. Myślę, że społeczeństwo oczekuje od swoich przedstawicieli czegoś innego, mamy dość brutalizacji języka, teatralnych sztuczek i wszechobecnych kontrowersji. Polacy zaczynają uczyć się demokracji, chcą aktywnie brać udział w życiu publicznym. Szkoda tylko, że tego kapitału nie chcą wykorzystać politycy, którzy wolą „szarpać się” wzajemnie i kierować swoje działania na ośmieszenie oponentów.

Sebastian Ogórek

Comments

comments

Dodaj komentarz