Powyborczy rekonesans – Kuba Radzewicz




 

 

Można odetchnąć. Wybory za nami. I w sumie można pokusić się o stwierdzenie, że przeszły trochę niezauważenie. W całej kampanii trudno znaleźć jakieś szczególnie ciekawe wydarzenia, spektakularne hasła, czy wystąpienia, przez które wilgotniały nam kąciki oczu. Tego daru porywania tłumów nasi politycy mogą zazdrościć panu Obamie.  Co w ogóle zapamiętamy z tej kampanii? Jedni Jarosława Kaczyńskiego nawołującego do głosowania na Platformę, inni panie Senyszyn i Thun odwiedzające konwencję Ziobry, ale jednak zdecydowana większość nie zapamięta nic. Ot tak, pokrzyczeli trochę, pokłócili się „czyja racja jest najmojsza” i przeleciało. Największą atrakcją wieczoru wyborczego 7 czerwca była  videoteleportująca się dziennikarka w studiu jednej ze stacji informacyjnych, a nie wyniki głosowania. Były zresztą one proste do przewidzenia już na długo przed rozpoczęciem kampanii. W porównaniu z wyborami do Europarlamentu z 2004 roku ze sceny zniknęły LPR-y, Samoobrony i tego typu „plankton polityczny”. Wygląda na to, że na długo polską scenę opanowały Platforma, PiS, Lewica (w różnej formie, z różnymi nazwami) oraz jak zawsze rodzinni Ludowcy.

 

 

Jednak wybory przyniosły duże zmiany personalne – do Brukseli „wywiało” kilka przezabawnych i niezwykle barwnych postaci polskiego Parlamentu. Wśród 50-tki szczęśliwców, którzy bookują teraz w pośpiechu bilety do Brukseli znalazła się m.in. do bólu antyklerykalna Joanna Senyszyn, największy showman Sejmu RP Tadeusz Cymański, czy spokorniały “bulterier” Jacek Kurski. No i oczywiście ostatni sprawiedliwy – Zbigniew Ziobro, który uzyskał drugi wynik w całym kraju, przegrywając tylko z Jerzym Buzkiem, polskim kandydatem na szefa Parlamentu Europejskiego. Swoją drogą były premier ma na to bardzo duże szanse, bo wyniki w innych krajach ułożyły się korzystnie i to niemieccy chadecy popierający Buzka będą mieli prawdopodobnie decydujący głos. 

 

Jeszcze słówko a propo Zbigniewa Ziobry. Ostatnio przeczytałem w sieci (jak nie kochać polskich internautów?) wspaniały komentarz, w którym zestawiono wypowiedź prezesa PiS o nauce języków oraz fragment kultowego „Dnia Świra”. Chodzi oczywiście o motyw,  w którym Adaś Miauczyński  i jego syn „powtarzają angielski”. Brukselska wyprawa to dla Ziobry też takie małe „to be k**** or not to be”. Albo zostanie zapomniany gdzieś pośród korytarzy Parlamentu Europejskiego, albo wróci w pełni chwały i kto wie, czy nie będzie poważnym kandydatem na prezydenta? Można Ziobrę kochać, można nienawidzić, ale ponad 300 tysięcy głosów, które uzyskał mówią wiele. Moje słowa potwierdza zresztą główna wiadomość na dużym portalu internetowym, gdzie nagłówki wrzeszczą – Sondaż prezydencki: Ziobro “bije” na głowę Kaczyńskiego. Czy to już ten czas, gdy uczeń ma pokonać mistrza?

Kuba Radzewicz

Comments

comments

Dodaj komentarz