Priorytety władzy – Magdalena Madeja

Dziękujemy serdecznie pani minister i spółce (z całkowicie ograniczoną odpowiedzialnością). Polska jest rzeczywiście zbyt dumna, by pozwolić sobie na, takie tam, zjazdy w niejakiej Szwajcarii. Mamy ważniejsze rzeczy na głowie niż zabieranie głosu w sprawach gospodarczych na skalę światową. W Warszawie nadal kocioł, cuda – niewidy. List gończy, "świńskie ryjki" ratują koalicję, a do tego podchmielony wojewoda kierujący pojazdem jednośladowym.

Andrzej L., upewniony przez specjalistów z samych Niderlandów o swojej niewinności, też robi wokół siebie szum medialny. Śmiało, i to jak najszybciej chce poddać się badaniu DNA. Słowem – roboty mamy po uszy. Niestety, Davos musi poczekać do następnego roku. Mamy nadzieję, że jakoś sobie bez nas poradzili, chociaż na pewno nie było łatwo. W czasie, gdy koronowane głowy, przywódcy innych państw i biznesmeni "marnotrawili czas na dysputach" o przyszłości naszego globu, prezydent RP szukał iluminacji u Mahometa, premier załatwiał arcyważne sprawy na gruncie mazowieckim, a szefowa MSZ pani Anna F. (mierna, bierna, ale zawsze wierna braciom K.) próbowała zwalić winę na organizatorów Światowego Forum, którzy to, dziwnym zbiegiem okoliczności, nie potrafili dostosować się do naszych oczekiwań. Ale jest kolejny owoc polsko-amerykańskiej miłości! Rychło umieszczą tarczę antyrakietową na terytorium naszego kraju, która, co prawda, postawi nas w śmiertelnym niebezpieczeństwie (nic to!), ale za to wzmocni system obronny Stanów Zjednoczonych i tym samym przypieczętuje ponowną utratę z trudem odzyskanej suwerenności!

No cóż, na Wiejskiej dalej się nie rozumie, że ustawiczne przytakiwanie na każdy genialny pomysł zza oceanu, a lekceważenie terytorialnie bliższych nam, bądź co bądź, mocarstw, obrażanie się na wszystkich dookoła, bierność, niezdarne prowadzenie negocjacji, dziecinna naiwność i niezrozumiała opieszałość w obsadzaniu kluczowych dla polityki zagranicznej stanowisk (m.in. wakaty na stanowiskach ambasadorów, radców ekonomicznych w polskich placówkach zagranicznych i radcy handlowego w Moskwie) nader szybko przyniesie opłakane skutki. Nie ma się co dziwić, że nie liczą się z nami, nie biorą nas pod uwagę i w ogóle jesteśmy traktowani jak pół – państwo. Niby jesteśmy, niby nas nie ma. Albo inaczej: zawsze jesteśmy, kiedy trzeba kogoś wystrychnąć na dudka.

PS A może lepiej w ramach "taniego państwa" zlikwidować MSZ, a środki na jego utrzymanie przekazać na jakiś zbożny cel. A taki akurat się nadarza. Emeryci już się cieszą.

Magdalena Madeja

Comments

comments

Dodaj komentarz