Raz, dwa, trzy, próba cierpliwości Polaka – Aleksandra Ostrowska lat 15

Narodowy Edukator, Roman Giertych, ze skrajną dumą prezentuje coraz to nowe pomysły zbawienia szkolnictwa. Na niezliczonych konferencjach, których – chcąc, nie chcąc – jesteśmy świadkami i odbiorcami, koalicjant ubarwia nam życie łaknącym sprawiedliwości wyrazem lica oraz rubasznym śmiechem z ust swoich. Śmiem twierdzić, że kreatywnością przerasta sam siebie. Rozkrzyczane idee, kończące się fiaskiem, zamiatane są pod dywan nowymi projektami. Ot, by zadziwić, by w końcu trafić w gust szerokiej publiczności, artystycznie rzecz ujmując. Bo rządzenie to nie lada sztuka jest, ha! A Pan Giertych z gracją pozuje na Pierwszy Umysł IV Rzeczypospolitej. Tylko aplauzu ciągle brak.

Jedną z nowszych koncepcji uchronienia młodzieży przed zgnilizną są „jednolite stroje szkolne”. Argumentacja słuszności zamysłu? Bośmy pokolenie zerotolerancyjne wobec bliźniego i dokuczamy tym, u których nie widać metek Pumy. Bo i prawda, młodzież jest częściowo zapatrzona w markowe ciuchy. Panie Ministrze, jeśli wbije nas pan w mundurki, wtedy owa część społeczności szkolnej w ciągu pięciu minut znajdzie inny obiekt jakże infantylnych drwin. A to, że ma fryzurę nie taką, słucha złej muzyki… Możliwości jest wiele. Pierwsze skojarzenie z niewinnie nazwanym jednolitym strojem? Och, wcale nie uzdrowienie atmosfery. Tłamszenie i upchanie wszystkich do jednej szafki. Czyż nie zostaje anulowane nieco poczucie jednostki? Czy amnestia maturalna była dla tych, którzy bali się wyśmiania przez kolegów, którzy dobrze napisali egzaminy? Litości! Jakże irracjonalnych zachowań jestem świadkiem, kiedy słyszę, że grozi nam zagłada w postaci propagandy homoseksualizmu!! Czyż to nie jest brak tolerancji? Przykład idzie z góry, a w katolickim kraju każe się nam żyć w zgodzie z przykazaniem miłości. Jak to się ma do mundurków? Ano tak, że to kolejny wytwór Giertychowej weny, który z pośpiechu został zatwierdzony i odfajkowany. A teraz niech naród sobie radzi. Mam wrażenie, że to jedna wielka rwąca rzeka pomysłów, a siecią na poszczególne rybki jest długopis oraz ręce, które „leczą” i budują nam dobrobyt od fundamentów. Pan Minister musi zrozumieć, że w polityce nie powinna rządzić zasada „gorsz do gorsza, a będzie kokosza”, co w przełożeniu daje nam :ustawa do ustawy, a będzie pomnik. A gdyby tak usiąść i zastanowić się nad dymisją? Toby był dopiero wspaniały plan! Niewątpliwie, dostarczyłby Romanowi Giertychowi szacunku, jednakże polityk

idzie z narodem w zaparte. Z niedowierzaniem patrzę na to, jak tańczymy w rytm tego,

co zagra nam lider partii z poparciem równym 3% Polaków. Co więcej, powszechnie wiadomo, iż jest to starszy elektorat, którego wielkie rewolucje już swymi mackami nie dosięgają.

Światły pomysł mundurków mija się z celem, skoro Pan Giertych utrzymuje już, że takowy istnieje. Niestety, chciano dobrze, wyszło jak zwykle. Razi mnie przerost formy nad treścią, hulający beztrosko po resorcie oświaty. Sugerowałabym grę w jakieś symulatory prawdziwego życia, tam można rządzić nie tylko edukacją. Polska nie jest symulatorem kraju. Nie chcemy symulowanej pracy, zagłuszania niekompetencji gadulstwem.

Jednolite stroje nie spełnią swojej rozjemczej roli, to jest pewne. Są po prostu kolejnym obowiązkiem i wydatkiem. Mam poważne i uzasadnione obawy co do tego, że jednak obecny Minister Edukacji Narodowej nie odciśnie piętna na mentalności zarówno tych, co śpią z rękami na kołdrach, jak i ogólnie pojętego chuligaństwa.

Wołałabym, żeby moi rodzice przeznaczyli pieniądze na ciekawe wakacje, a nie podatki na tusz do rządowej drukarki, która znudzona dokonuje żywota, wypluwając kolejne kartki Giertychowej biblii dla tych, którzy z systemem oświaty obcują.

 

Aleksandra Ostrowska lat 15

Comments

comments

Dodaj komentarz