Reformy

Reformy – zmiany, dzięki którym każde państwo ma szansę na nieustanny rozwój i zapobieżenie negatywnym skutkom ustaw, które przestały być użyteczne.

Zatem w roku 2012 system polskiej edukacji został brawurowo zreformowany. Według pani minister Hall szkolnictwo w naszej ojczyźnie było skrajnie zacofane. Wystarczy spojrzeć na szkoły na Zachodzie, gdzie uczniowie są kształceni całkiem inaczej. Jakie znaczenie ma fakt, iż polski system edukacji według rankingu w czasopiśmie „Times” znalazł się w pierwszej dwudziestce najlepszych?

Reforma niesie same korzyści: zmniejszenie liczby godzin lekcyjnych dostarczy oszczędności (jedynie wzrost bezrobotnych nauczycieli psuje ten idylliczny obrazek, ale któż by się przejmował?), monotematyczność i jeden kierunek w nauce lepiej wykształci licealistów w konkretnej dziedzinie i w ogóle wszyscy będą szczęśliwi. Uczniowie staną się dojrzalsi poprzez konieczność podjęcia decyzji, jakie przedmioty przydadzą się im do wykonywania przyszłego zawodu. Należy dodać, że każdy jest pewny czego chce od życia, a niezdecydowani są jedynie wyjątkami (!!!) i ofiarami mentalności poprzedniego systemu.

Gdzie w tym wszystkim jest młodzież? Młodzież jest plastycznym i ciekawym obiektem chwalebnego eksperymentu w kraju, w którym wszechstronność jest zbyt droga. Po wielu jakże treściwych dyskusjach polityków otrzymujemy ciekawy wniosek – ograniczenie uniwersalnej edukacji jest postępem. Szczególnie paradoksalnie brzmi, w porównaniu z dokonanymi zmianami, nazwa jednej ze szkół średnich, a mianowicie: liceum „ogólnokształcącego”. Erudycja nie jest priorytetem współczesnej nauki. Przecież każdy ma możliwość odnalezienia informacji na stronach internetowych. Cóż z tego, że połowa umieszczanych tam wiadomości to stronnicze i nieuzasadnione logicznymi argumentami wywody desperatów lub prześmiewców? Cóż z tego, że większość ludzi nie będzie potrafiła odróżnić prawdy od fałszu?

W tym całym miszmaszu zostajemy umieszczeni my – polska młodzież. Cała sprawa dotycząca nas w efekcie niewiele o nas mówi. Ktoś wymyślił, ktoś wykonał, ktoś nagłośnił i wszyscy zapomnieli. Jedynie uczniowie i nauczyciele z przerażeniem patrzą na zbliżającą się maturę 2015, gdyż niegdyś czteroletni materiał należy przerobić praktycznie w półtora roku, a informacje o nowej formie egzaminu są doprawdy szczątkowe.

Natalia Pawełkiewicz, 17 lat

Comments

comments

Dodaj komentarz