Rząd jest dobry, czyli nie Pi-Sowski – Jan Both, XIII LO Wrocław




Minęły już dwa lata, od kiedy wyborcy w Polsce zagłosowali na rząd Donalda Tuska, albo raczej, przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. W praktyce oznacza to to samo, ale też przedstawia smutną prawdę o jakości polskiej sceny politycznej. Kiedy w 2005 roku do władzy doszli bracia Kaczyńscy społeczeństwo liczyło na to, że zajmą się oni korupcją. Poważnie, a nie politycznie. Głosowano przeciw Millerowi, Belce a w zasadzie przeciwko całemu SLD razem wziętemu.

Pół kadencji później właśnie za sprawą afery z korupcją w tle postanowiono jednemu bratu bliźniakowi na razie podziękować. Środowisko PiS-u nie umiało zrozumieć, co było tego przyczyną. Wszystko przez te subiektywne media i nieuczciwych geszefciarzy. Donald Tusk czyni zatem cuda. Ma realną szansę na dokończenie kadencji, co jak pokazuje historia ostatnich dwudziestu lat wcale nie jest proste, a nawet posiada on widoki na reelekcje. Czy jednak to, że nie ma w dowodzie napisane Jarosław Kaczyński i w przeciwieństwie do swojego poprzednika nie krzyczy, lecz prowadzi słynną jak IV RP politykę miłości, jest wystarczającym motorem napędowym, który zachęci Polaków do pójścia do urn. To właśnie wydaje się być największym problemem dla PO. Podczas ostatnich wyborów zawiedzeni obywatele głosowali w znacznie większej liczbie niż czynią to zazwyczaj. Dlatego też w celu zwiększenia frekwencji, a zarazem własnych szans, Platforma Obywatelska wysunęła projekt dwudniowych wyborów. Opozycja, a nawet koalicjant, pomysłu tego nie poparli, tłumacząc, że jak komuś zależy to i tak zagłosuje. Na razie w sejmie nie znajduje się żadne inne ugrupowanie, które rządząc nie zawiodło obywateli. Ci ostatni uwidocznili to usuwając w swoim czasie polityków od władzy. Czy tendencja głosowania przeciw komuś, a nie na kogoś ma realne szanse się zmienić? Jak na razie Polacy wydają się być zadowoleni partią rządzącą, a brak zewnętrznej alternatywy spowodowany sposobem finansowania partii politycznych może nakłonić obywateli do ponownego zagłosowania na PO, albo inaczej mówiąc kolejnego nie wybrania PiS-u, SLD, czy PSL-u. Reelekcja byłaby jednak, jak na polskie warunki, dużym osiągnięciem, jeśli nawet nie kolejnym cudem Tuska. Jaka polityka takie cuda. Prawdziwym wyczynem, byłoby jednak zaskakujące pojawienie się polityka Igrekowskiego lub innego indywiduum, które podniósłby poziom polskiej polityki do tego stopnia, że wyborcy mający większy wybór głosowaliby na niego i jego program, a nie przeciw kolejnym już niespełniającym oczekiwań formacjom. Życzmy sobie tego, by świetnie obrazujące ostatnie wybory zabawne hasło: zmień Polskę – zabierz babci dowód w dniu wyborów, przedstawiało już tylko historię głosowania według zasady jestem za a nawet przeciw.

                                                                                                 

Jan Both, XIII LO Wrocław

Comments

comments

Dodaj komentarz