Skarcony minister – Magdalena Madeja

Miniony tydzień wyjaśnił, dlaczego lepsza Fotyga, mucha w smole, niż pomysłowy Dobromir Giertych. Wiemy też, dlaczego "bez komentarza" to domena służalczych na dworze Kaczyńskich. Jak się chce w rządzie przeegzystować, to lepiej cicho siedzieć i kiwać głową na każde słówko Pis-u. A jak się nie umie trzymać języka za zębami, albo mówić tego, czego właśnie w tym momencie życzy sobie wybraniec narodu, to dostaje się po łbie. I było negować morderstwo nienarodzonych dzieci, afirmację homoseksualizmu? Tak to już jest, jak się ma dobre intencje i chce udowodnić, że katolicki naród ma pewną hierarchię wartości, i są jeszcze tacy, którzy ogólnoeuropejskie trendy poddają dozie krytycyzmu. Dobrze, tolerancja swoją drogą, ale obrona tradycyjnej, polskiej piramidy aksjologicznej przed zdegenerowaniem i swawolą świata to priorytet. I całe szczęście, że ktoś jeszcze potrafi to robić. Dla premiera jednak mówienie czegokolwiek bez jego łaskawej zgody to niemal zamach stanu. Dobrze, że Giertych jest w koalicji, bo skończyło się tylko na reprymendzie. Jakby nie miał stołka, od którego zależy fotel pana i władcy, to by się z MEN-em pożegnał.

A premier, jak sądzę, chcąc mieć monopol na wszystko, zagalopował się poważnie. Do tego nazwał ustrój socjalistyczny stworzonym dla hołoty. Czyżby zapomniał, że to właśnie za Polski Ludowej został wykształciuchem i dostał ten papier prawniczy, i że to właśnie jego partię ostatnio na forach, po cichu, porównuje się do PZPR? Nazwanie społeczeństwa w ten sposób zakrawa o ogólnonarodową obelgę i daje kolejny dowód na to, że chorobliwa dezubekizacja ma swoje podstawy w jakiejś fobii sprzed 1989 r.

PS Jak wszyscy hołota, to wszyscy. Bez wyjątków. I bardzo dobrze, wreszcie spojrzeliśmy prawdzie w oczy.

Magdalena Madeja

Comments

comments

Dodaj komentarz