Superhero Hubert H. – Emilia Korczyńska, lat 17

Wystarczyło jedno niefortunne spotkanie z policjantami na Dworcu Centalnym w Warszawie i sześć nalewek wiśniowych, by ze zwykłego bezdomnego Hubert H. przeistoczył się w gwiazdę dzienników informacyjnych i symbol męczeństwa IV RP. Oskarżony o obrazę prezydenta Kaczyńskiego, „prowadzący wędrowniczy tryb życia” człowiek stanął na ławie oskarżonych w bezprecedensowym procesie o zniesławienie głowy państwa, wzbudzając większe zainteresowanie wymiaru sprawiedliwości i mediów niż niejeden groźny przestępca.

Gdyby Hubert H. obraził zwykłego zjadacza chleba, czy nawet dokonał drobnej kradzieży (którą już z resztą miał w swoim kryminalnym dorobku), sprawa rozeszłaby się po kościach i najsłynniejszy polski rzezimieszek pozostałby anonimowy. Rzecz wygląda jednak inaczej, kiedy obiektem słownego zamachu, ziejącego wulgarnością i likierem wiśniowym, zostaje sam pan prezydent. I to prezydent nietuzinkowy, znany z niezwykłej dbałości o swój wizerunek i dobre imię głowy państwa, o co walczy, wycofując z obrotu wódkę „prezydent” i papier toaletowy „kaczory”.

Mogłoby się wydawać, że prezydent jest zbyt poważną osobą, by przejmować się bełkotem pijanego bezdomnego. Jednak gorliwość nagle natchnionej przez Temidę prokuratury nie jest jednak do końca pozbawiona logiki. Wpadka Huberta H. stała się dla niej świetnym pretekstem do manifestacji swojej sprawiedliwości i siły, do przypomnienia, że „Ordnung muss sein”, a może nawet zastraszenia przeciętnego obywatela. Tymczasem zamiast bać się, Polacy pękają ze śmiechu. Próba ratowania wizerunku prezydenta okazała się równie nieudana, jak zakaz fotografowania z profilu i być może już niedługo prokurator będzie zmuszony do wycofania postawionych bezdomnemu zarzutów. Proces Huberta H. jest bowiem istną satyrą na władzę sądowniczą IV RP, wyrosłej pod sztandarem Prawa i Sprawiedliwości. Policja, która większość ofiar napadów i kradzieży odprawia z kwitkiem, zasłaniając nieróbstwo niską szkodliwością społeczną czynu, teraz zabiera się ze zdwojoną siłą do napiętnowania nietrzeźwego włóczęgi. Prokuratura, jak gdyby nie miała lepszych rzeczy do roboty, chce powoływać psychiatrę, a nawet biegłego językoznawcę, by ustalić „kontekst znaczeniowy” słów na k i ch. Dodatkowych rumieńców nadają sprawie przedstawiciele Fundacji Helsińskiej, którzy w procesie Huberta H. dopatrują się z kolei zamachu na wolność słowa i sprawdzają zgodność przepisów prawnych z konstytucją. Jak na komedię przystało, wiele hałasu o nic.

Jaki efekt będzie miał proces sądowy Huberta H.? Prawdopodobnie prezydent straci jeszcze więcej szacunku w oczach swoich obywateli. Być może najsłynniejszy polski bezdomny doczeka się kiedyś wpisu do podręcznika od patriotyzmu jako zamachowca na dobre imię Lecha Kaczyńskiego. Jednak pewne jest, że ofiary napaści i kradzieży nadal nie będą traktowane przez policję tak, jak na to zasługują.

Emilia Korczyńska, lat 17

Comments

comments

Dodaj komentarz