Teatr Telewizji – Mikołaj Murasik, 18 lat

22 lipca w wypadku autokaru z polskimi pielgrzymami zginęło dwadzieścia sześć osób, a życie kolejnych dwudziestu czterech było poważnie zagrożone. I choć nikt, co oczywiste, nie kwestionuje ogromu tej tragedii, to jednak pojawia się pytanie: czy wprowadzenie aż trzydniowej żałoby było słusznym posunięciem?

Historia pokazuje, że my, Polacy, zawsze potrafiliśmy się jednoczyć w trudnych dla nas czasach. Należy tu przypomnieć zarówno podniosłe, ogólnonarodowe wystąpienia przeciwko zaborcom (np. powstanie styczniowe i listopadowe), jak i spontaniczne akcje pomocy poszkodowanym w różnego rodzaju katastrofach (choćby w czasie powodzi w 1997r. lub po wypadku w kopalni Halemba). Można by więc się spodziewać, że śmierć blisko trzydziestu zwiedzających sanktuaria Maryjne poruszy serca naszych obywateli. Fakt, zapewne każdy z nas odczuł choć nutkę żalu, oglądając dziennikarzy opowiadających o agonii pasażerów feralnego autokaru, podczas gdy w tle straszyły apokaliptyczne obrazy jego płonących szczątków. Problem w tym, że nadmierne zainteresowanie mediów i polityków zmieniło tę tragedię w tragikomedię, a udział w przedstawieniu pt. „Kto lepiej wyrazi swój żal", wręcz ociekało hipokryzją.

Zdecydowanej większości rządzących pokazujących się we wszystkich możliwych programach informacyjnych i prześcigających się w oferowaniu wszelkiej pomocy rodzinom ofiar zależy jedynie na zbiciu politycznego kapitału. Warto zauważyć, że w ciągu zaledwie dwóch tygodni na polskich drogach ginie ok. trzydziestu ludzi, czyli tylu, ilu straciło życie we Francji. Jednak w dzisiejszych czasach pojedyncza śmierć nie przykuwa już uwagi pracowników newsroomów, a co za tym idzie – uwagi polityków. Jedynie zdarzenia dające możliwość popisania się przed kamerą i wygłoszenia paru pustych sloganów mają szansę stać się na kilka chwil obiektem zainteresowania politykierów. Zabrzmi to okrutnie, ale czym różni się śmierć jednego z owych pielgrzymów od śmierci dowolnego innego człowieka? Obie tragedie stanowią ciosy dla rodzin zmarłych, jednak wyłącznie w wypadku tej pierwszej premier oferuje najbliższym ofiary 100 tys. zł, a wszelkiej maści organizacje dobroczynne rzucają się w wir efektownej, acz często nieefektywnej pomocy.

Choroba naszego społeczeństwa polega na bezgranicznym zamiłowaniu do pompatycznych przemówień, podniosłych ceremonii i poważnych deklaracji, o których zapomina się najpóźniej kilka dni po ich wygłoszeniu. Nie potrafimy prawdziwie i dogłębnie poczuć ogromu tragedii, ale z telewizji, radia i prasy wiemy, że powinniśmy chodzić ze spuszczonym wzrokiem i płakać co najmniej raz na godzinę, bo inaczej nie będziemy "prawdziwymi" Polakami, solidaryzującymi się ze współobywatelami. Wprowadzono trzydniową żałobę i narzucono nam pewien "jedynie słuszny" model jej przeżywania. Stąd zapewne pełne zakłamania oratoria, chociażby potępiające organizację koncertu zespołu "The Rolling Stones", wygłaszane przez ludzi, którzy najczęściej zaraz po wyjściu zza kadru kamery zapominali o pielgrzymach, autokarze, wypadku i, przede wszystkim, żałobie.

Musimy, jako naród, zrozumieć, że reakcja każdego z nas na tragedie takie, jak ta we Francji, powinna mieć miejsce wyłącznie w naszym sumieniu i odzwierciedlać się w gestach, które wykonujemy prosto z serca, a nie z przymusu bądź poczucia, że "tak wypada", bo "wszak mamy ogólnonarodową żałobę". Obłuda nigdy nie przyniesie niczego dobrego, a robienie ze śmierci blisko 30 osób istnej szopki – tym bardziej. Dlatego niech ta niepotrzebnie zadekretowana żałoba pozwoli nam przede wszystkim przemyśleć sposoby pełnego szacunku i przynoszącego efekty przeżywania tragedii przy jednoczesnym potępianiu tych, którzy na śmierci niewinnych ludzi chcą skorzystać.

 

 

Mikołaj Murasik, 18 lat

Comments

comments

Dodaj komentarz