Trzech wygranych – Michał Barcik, LO Piaseczn




 

            Powyborczy kurz powoli opada, a ta  „najdziwniejsza kampania w historii” jak nazwały ją media już dobiegła końca. Sztabowcy  wreszcie mogą odetchnąć po kilku tygodniach wyczerpującej, niemalże całodobowej pracy. Dokładnie w tym samym czasie premier Donald Tusk zapowiada, że lada dzień wraz z całym rządem i prezydentem-elektem Komorowskim  biorą się ostro do roboty.

            Mimo iż z powodu tragedii pod Smoleńskiem tegoroczna kampania trwała o wiele krócej, pochłonęła nie tylko ogrom pracy, ale również niemałe pieniądze. Jako ciekawostkę można podać, że w 1995 roku Aleksander Kwaśniewski wydał w przeliczeniu na jeden otrzymany głos 51 groszy, a w tym roku Bronisław Komorowski aż 1,68 zł. Widać, że w miarę jak nasze społeczeństwo dojrzewa i staje się coraz bardziej obywatelsko świadome, tym trudniej jest politykom zabiegać o głosy wyborców.

            Niestety te wybory kolejny pokazały, że Polacy są narodem głęboko podzielonym. Na przekór hasłu jednego z kandydatów nie zgodzili się ze sobą w kwestii tego, kto powinien zostać Prezydentem RP. Stąd też głosy rozłożyły się niemal po równo, a przewaga zwycięzcy nie była oszałamiająca. A może to jednak dobrze ? Słynni niemiecki filozof Georg Hegel głosił przecież, że teza + antyteza = synteza. Tyle tylko, że wymaga do dialogu między zwaśnionymi stronami. Wtedy na styku różnych poglądów rzeczywiście może powstać prawdziwa nowa jakość.

            Patrząc z perspektywy ostatnich 2 miesięcy można dojść do wniosku, że wszystko zostaje po staremu. Komorowski z pełniącego funkcje prezydenta stał się prezydentem-elektem, a Kaczyński znów jest liderem opozycji. Ale to tylko pozorny brak ruchu. W rzeczywistości rezultatem tych wyborów są ważne zmiany w polskiej polityce.

Ich konsekwencje będą widoczne w kolejnych miesiącach.

            Najciekawsze jest to, że po kampanii wygrane są wszystkie trzy największe kluby parlamentarne. Po pierwsze SLD, a w szczególności jego lider Grzegorz Napieralski, który nie dość, że umocnił swoją pozycję w partii, to jeszcze dał lewicy nadzieję na korzystny wynik w zbliżających się wyborach samorządowych i parlamentarnych.

            Skorzystał też PiS, mimo, iż Jarosław Kaczyński  wyborów nie wygrał. Udało się jednak zmobilizować elektorat i poprawić wizerunek lidera partii. W mediach upodobano sobie natomiast określenie, że „PiS odzyskało zdolność koalicyjną”. Wszystko wskazuje na to, że w wyborach 2011 PiS będzie się liczyło w walce o władzę.

            Wygrana jest też Platforma, bo po zwycięstwie wyborczym Bronisława Komorowskiego będzie miała pełnię władzy. Ale w praktyce PO może mieć z tego powodu więcej szkody niż pożytku. Rząd straci argument o przeszkadzającym w reformach wecie. Partia Donalda Tuska dostała duży kredyt zaufania i będzie teraz przez opozycję skrupulatnie rozliczana z każdej niespełnionej obietnicy. A Komorowski obiecał dużo (m. in. 30% podwyżki dla nauczycieli) i trudno będzie te zapewnienia zrealizować. Rządzący biorą na siebie ogromną odpowiedzialność i pytanie, czy będą w stanie ją udźwignąć.

            Bezwzględnie największym przegranym jest w tym momencie PSL. Słabiutki wynik Waldemara Pawlaka stawia pod znakiem zapytania przyszłość ludowców. Chwilą prawdy będą dla nich najbliższe wybory do parlamentu. O tym, że PSL w końcu zniknie ze sceny politycznej mówi się od jakiegoś czasu. Może się to jednak stać szybciej niż przypuszczano.

            Co by nie mówić kolejne miesiące w polskiej polityce zapowiadają się arcyciekawie. Wzmocniona opozycja coraz bardziej naciskać będzie na rząd. A ten może wyjść z założenia, że najlepszą obroną jest atak i… Emocje gwarantowane.

 

Michał Barcik, LO Piaseczn

Comments

comments

Dodaj komentarz