Wildstein „odstrzelony”! TVP zdobyta! – Krzysztof Pyzia

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu Andrzej Lepper wykrzykiwał, że Balcerowicz odejść musi. Udało się – odszedł. Kolejnym życzeniem obecnego ministra rolnictwa była dymisja prezesa TVP – Bronisława Wildsteina. Dziwnym trafem domagał się tego również Roman Giertych, który zacięcie wspierał w tych działaniach szefa Samoobrony. W końcu zachcianka została spełniona. Głowa Bronisława Wildsteina została „odstrzelona” na nocnym polowaniu. Koalicjanci łapczywie zacierają ręce z udanych łowów. Ich radości nie widać końca, bo wreszcie zdobyli to, co chcieli – telewizję publiczną! Może w końcu się uda w niby sondażach LPR przekroczyć próg wyborczy, a i Samoobronie wzrosną notowania o kilka procent.

Telewizja publiczna jest organizmem specyficznym. Od niepamiętnych czasów była ona wykorzystywana przez rządzących do autoreklamy. Czasem znano umiar, a czasem o nim zapominano. Z pierwszych wypowiedzi najważniejszego kandydata na fotel prezesa TVP można wywnioskować, iż teraz pod jego rządami będzie jeszcze większy nacisk polityczny. Mowa tutaj o byłym szefie Kancelarii Prezydenta – Andrzeju Urbańskim, który – według opozycji- będzie wykonywał polecenia Jarosława Kaczyńskiego. Zaś Prawo i Sprawiedliwość twierdzi, że nie jest on politykiem, lecz bibliotekarzem! Ciekawy tok myślenia! Rzeczywiście bibliotekarz ma tyle wspólnego z zarządzaniem telewizją, poseł z abstynencją nałogową. A największą złość w tym fakcie wyzwala to, iż sponsorem tej politycznej fortecy reklamowej jesteśmy właśnie my! Co gorsza, z telewizji publicznej odchodzą kolejni znani dziennikarze do stacji komercyjnych. Widocznie w obecnej chwili ile telewizja publiczna zabłądziła, dzięki czemu przez pewien czas będziemy skazani na oglądanie stacji komercyjnych.

Przy okazji warto sobie zadać pytanie: kto będzie następną osobą do odstrzału? A może dla LPR i Samoobrony skończył się już naboje, więc nici z kolejnych polowań? Szkoda, że nie chcą przywołać do porządku swoich ministrów, albo jeszcze lepiej – wymienić ich na lepszy model. Hmm. A może po prostu lepszych fachowców nie mają?

Powracając do Andrzeja Urbańskiego, skoro człowiek ten zarządzał zbiorami ksiąg, to był prawie menedżerem. Szkoda tylko, że słowo prawie robi tak wielką różnicę. Ale uwaga! Z wyjątkiem powiedzenia „Jarosław Kaczyński, prawie jak prezydent”.

Po tym wydarzeniu możemy być pewni, iż premier postanowił trwać do końca kadencji w obecnej koalicji. Bo przecież szansa na porozumienie z PO albo SLD jest tak realna, jak lot Andrzeja Leppera na Księżyc. Dlatego też możemy być pewni, iż aktualne gremium rządzące przetrwa do 2009, chyba że znowu ujrzą światło dzienne jakieś nieplanowane nagrania. A jakby co, to się koalicję na kilka dni rozbije, wyzwiemy się od chamów i warchołów, po czym ponownie zawrzemy sojusz. Widzę, że przed nami dwa lata kolosalnie bujnej przyszłości, tak jak włosy Violetty Villas.

Krzysztof Pyzia

Comments

comments

Dodaj komentarz