Wyrafinowana gra – Tobiasz Wałkiewicz, XIII LO we Wrocławiu




 

Jeszcze niedawno mogliśmy oglądać obalonego premiera spod sztandaru Prawa i Sprawiedliwości, który ogłaszał swoim tubalnym głosem: przepraszam, przepraszam, już nikomu nie dokopię (sic!)! Skąd ta nagła zmiana? A no stąd, że w obliczu drastycznie malejącego poparcia, PiS nie miało innego wyjścia, jak zmienić taktykę działania. Postanowiono wziąć przykład z Platformy Obywatelskiej, której rządy zwykło się określać jako polityka miłości. Nie potrwało to długo. Notowania partii wciąż nie były zadowalające, a jej liderowi coraz trudniej było zachować wiarygodność swojej roli. Zmiana wizerunku wzięła w łeb, więc Prawo i Sprawiedliwość wróciło do swojej poprzedniej kreacji. Może i to lepiej, bo już zaczynało się robić nudno. Zapewne teraz na posiedzeniach sejmowych znowu pojawią się oskarżenia w stylu: Donald Tusk nie płaci alimentów (sic!).

Nie tylko PiS miało problemy, przy zastosowaniu polityki miłości. Jej używanie wiązało się z  pewnymi ograniczeniami. Przekonał się o tym Donald Tusk. Zapewne wszyscy pamiętamy tą niesamowitą scenę batalistyczną – premier kontra prezydent, w której to nasi dzielni bohaterowie toczą ze sobą zaciętą bitwę, a stawka jest wysoka – zwycięzca poleci na szczyt do Brukseli. Premier postanowił wtedy zmienić taktykę i pokazać przez swój nieugięty upór jaki to jest twardy. Obaj panowie dotarli na miejsce, niestety pan Donald trochę przecenił swoje możliwości i nie przewidział, że Lech Kaczyński użyje przeciwko niemu sekretnej broni – klepanie po plecach. Nasz prezydent zastosował ją raz, ale to wystarczyło, żeby na następny szczyt udał się już tylko on.

Politycy z Platformy Obywatelskiej zdawali sobie sprawę, z tego, iż nie zawsze zdołają działać według założeń polityki miłości, ale wiedzieli też, że tylko ona może im zapewnić poparcie. Aby PO mogła zachować nieskazitelny wizerunek, konieczne było odwrócenie naszej uwagi, byśmy nie odkryli jaka jest naprawdę. Opatentowano tak zwanego Palikota. Jego fenomen polega na tym, że nie ważne, czy uda mu się dowieść swoich przekonań, wygrać sprawę w sądzie, czy też nie, i tak sprawi, że wszyscy skupimy się na nim, a nikt nie zainteresuje się innymi członkami partii, którzy w ten sposób pozostaną „czyści”. Tymczasem PO może spokojnie wyrzekać się pana Janusza i dalej zapewniać, że bardzo nas kocha. A my w to wierzymy…

 

 

Tobiasz Wałkiewicz, XIII LO we Wrocławiu

Comments

comments

Dodaj komentarz