Z tarczą, czy na tarczy? – Kamil Komarzyniec

– 51% Polaków jest przeciwnych rozmieszczeniu w naszym kraju elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej – donosi sondaż „Rzeczpospolitej”. Rząd jednak sprawę z góry przesądził, wysuwa roszczenia wobec Amerykanów i wyznacza teren pod zabudowę. Warunki, jakie stawiamy Stanom Zjednoczonym są odpowiednie, lecz czy zamiast dzielić skórę na niedźwiedziu, nie lepiej byłoby najpierw spytać o zdanie obywateli?

W Czechach umieszczona zostanie stacja radarowa, a w miejscowości Redzikowo w województwie pomorskim rozpocznie się za kilka miesięcy budowa amerykańskiej bazy. Operacja wydaje się opłacalna, gdyż polskie firmy mają ściśle współpracować z zagranicznymi, a – wbrew chęci Amerykanów – obszar, na którym powstanie tarcza, nie będzie eksterytorialny. Jeśli wierzyć wstępnym zapewnieniom, za użyczenie cennej polskiej ziemi zniesione zostaną wizy dla Polaków, którzy chcą wyjechać do Stanów. Również amerykański sprzęt ma zasilić nasze siły powietrzne oraz będziemy mogli liczyć na poparcie naszej kandydatury jako miejsca budowy naziemnej bazy NATO.

Między młotem, a kowadłem

Nasi sąsiedzi zza Sudetów, rodacy Jožina z bažin dogadali się już z Amerykanami. Negocjacje w sprawie radaru mają dobiec końca na wiosnę. Co ciekawe, 2/3 Czechów jest przeciwnych umieszczeniu stacji na terenie ich kraju. Były czeski minister spraw zagranicznych Alexandr Vondra uważa, że jeśli radar nie powstanie u nich, to trzeba będzie przywrócić powszechny obowiązkowy pobór wojskowy (który zniesiono go w 2005 r), a tego przecież obywatele nie chcą. Jak widać, dla przeciwników tarczy nie ma miejsca, gdyż sprzeciwiając się jednemu, spotkać ich może coś gorszego.

Chłód od wschodu

– Zbudujcie tarczę we Francji albo we Włoszech, gdzie tylko chcecie, ale nie umieszczajcie jej w Polsce – dyskretnie wyraził swoje zdanie Władimir Putin. Oficjalne stanowisko Rosji można by streścić: „nie podoba nam się to, ale nie mamy na was wpływu”. Podtrzymując te słowa, prezydent największego państwa świata dodał, że rosyjskie stacje wycelują swoje rakiety w nową amerykańską bazę, która powstanie w Polsce. Powstaje pewien paradoks. Tarcza, która zowie się „antyrakietową” zdaje się przyciągać pociski. W takim razie, czy ma ona chronić, czy wywoływać agresję?

Najpierw urna, potem tarcza

Decyzje w państwie podejmują aktywni politycy. Wpływ na nich mamy przy urnach wyborczych. W chwili wyboru dostają od nas czteroletni kredyt zaufania i wierzymy, że będą działać w naszym imieniu i dla naszego dobra. Możemy jedynie pozazdrościć Szwajcarom, którzy dzięki panującej demokracji bezpośredniej na szeroką skalę wykorzystują referenda, wpływając w ten sposób na losy państwa. W Polsce najwyraźniej to nie zadziała, a frekwencja chociażby w ostatnim referendum świadczy o tym, że decyzja podjęta tą drogą nie należała do znacznej większości. Sprawa tarczy jest jednak szczególnie ważna i –podobnie jak przystąpienie do Unii Europejskiej – rzutować będzie na przyszłość naszego kraju i bezpieczeństwo jego mieszkańców. Dlatego też warto zastanowić się, kto powinien rozstrzygnąć, w jakiej sytuacji Polacy czują się bezpieczni? Z pewnością powinna to zrobić większość obywateli. Władze zaś powinny to umożliwić poprzez ogólnokrajowe referendum, w którym każdy będzie mógł wybrać, co dla niego oznacza wyjście z tarczą, a co na tarczy.

 

 

 

Kamil Komarzyniec

Comments

comments

Dodaj komentarz