Z tyłu Sejmu – Łukasz Topa lat 16

 

– Patrz na tych z telewizji, jaką mają czystą robotę!

Nosi coś na ramieniu, to przybliży, to oddali, to zamgli, to wyrzuc,i to przytnie…

No, czy to nie jest czysta robota?”

Z. Laskowik -Kabaret „Tey”, skecz „Z tyłu sklepu”.

 

 

Oglądając po raz trzydziesty ósmy Zenona Laskowika w legendarnym już skeczu pt. „Z tyłu sklepu”, zacząłem zastanawiać się nad tym, czy może istnieją jeszcze łatwiejsze zawody niż wspomniany tutaj operator. Do głowy przyszły mi dwa fachy, a mianowicie: polityk oraz tzw. zawodowy bezrobotny. Pytasz o drogi czytelniku, dlaczego? Odpowiedź jest prosta: obaj mają kolorowe i bezproblemowe życie i obaj biorą pieniądze za nic. Jedyna różnica polega na wysokości „wynagrodzeń”, bo wiadomo, że kuroniówka jest kilka razy mniejsza niż dieta poselska. Poza tym, aby zostać przedstawicielem tych zawodów, w zasadzie niepotrzebne jest żadne wykształcenie ani doświadczenie. Przecież żarty o członkach „Samoobrony”, którzy pośpiesznie kończą szkoły podstawowe, aby objąć nowo powstałe ministerstwa, nie wzięły się znikąd. Oczywiście w rządzie są także osoby wykształcone, jak choćby minister kultury, posiadający wykształcenie średnie… potrzebne w naszym kraju do objęcia właśnie takich stanowisk jak minister, sprzątaczka czy woźny. Ale, jak mawiał Janusz Gajos, „kultura to jest takie cóś, co się normalnie w pale nie mieści!”

Odejdźmy jednak od tematu wykształcenia, którego i tak w nadmiarze wśród rządzących nie znajdziemy. Zastanawiałem się, jak może wyglądać dzień typowego polityka. Zaczyna się on prawdopodobnie dość zwyczajnie. Polityk wstaje rano z łóżka lub czegoś, na czym spał, poprawia krawat i wzywa służbowy samochód. Niektórzy, mieszkający na wsi lub w mniejszych miejscowościach, śpieszą na nowo wybudowane dworce kolejowe, aby złapać ekspres do Warszawy. Gdy już znajdą się w Sejmie, miejscu „czegóś”, co chcielibyśmy nazwać pracą, zostają uprzejmie powitani przez portiera i wchodzą na salę obrad. I teraz jest czas, aby poczytać sobie gazetę albo porozmawiać z kolegą z klubu o wczorajszym meczu. Nie przeszkadza w tym nawet inny poseł czytający na mównicy swoje przemówienie, z którego i tak nikt nic nie rozumie.

W końcu przychodzi czas pracy, czyli głosowania. Teraz poseł musi wykazać się podzielną uwagą i świetną kondycją, ponieważ w tym samym czasie musi nacisnąć przycisk i podnieść rękę. Po przegłosowaniu kilku poprawek do ustaw można udać się na zasłużony odpoczynek do sejmowego baru. Tam nasz poseł wypija jednego „głębszego”, aby poprawić sobie dykcję, której będzie potrzebował do rozmowy z dziennikarzami, czyhającymi już na niego przed salą obrad, wypija drugiego dla odwagi, patrzy na posłankę Samoobrony i wypija jeszcze trzy setki. Gdy ta krótka przerwa dobiega końca, poseł udaje się z powrotem w stronę sali obrad. Zostaje jednak zaczepiony przez dziennikarzy pytających o różne sprawy. Dzięki wypitym wcześniej setkom wypowiada się o sytuacji politycznej piękną polszczyzną, żegnając się z dziennikarzami uprzejmie słowami „spieprzaj, dziadu”.

Po powrocie na salę sejmową polityk znowu musi wytężyć swój organizm do granic możliwości, przegłosowując kolejne ustawy. Zwieńczeniem następnej tury obrad jest głosowanie nad ustawą o zwiększeniu wydatków na rząd, za którą opowiedziało się 395 posłów, nikt nie był przeciw i nikt się nie wstrzymał.

Pod koniec dnia ciężkiej pracy nadchodzi konferencja prasowa, podczas której nasz bohater siada zaraz obok przewodniczącego swojej partii, a ten przez pół godziny mówi coś w stylu „sytuacja w kraju jest coraz lepsza, a co złego, to nie ja”. Po tych kilkunastu minutach przed kamerami polityk może udać się do swojego domu nowym służbowym samochodem albo wpaść na imprezę do posłanki z partii, która jest akurat w koalicji z jego ugrupowaniem. Znajduje się wtedy czas na pogawędki i szukanie rodziny w Wehrmachcie lub PZU. Oczywiście, podczas takich imprez zażywa się zdrowia, a niektórzy politycy biorą przykład z tzw. morsów… Też można ich znaleźć leżących w śniegu, nieopodal Sejmu. Wiadomo, o zdrowie trzeba dbać!

W zasadzie dzień już się kończy, a następny zaczyna się tak samo… Chociaż zapewne zdarzają się wyjątki. Tymi wyjątkami są dni, w których polityk ogłasza rewolucyjną tezę, mającą szansę wyprowadzić kraj z kryzysu. Jedną z takich tez jest zdanie byłego premiera, który powiedział, że: „aby zmniejszyć bezrobocie, trzeba zwiększyć zatrudnienie.” Przygotowanie tak rewolucyjnego projektu zajmuje politykowi często większość dnia, więc nie pojawia się on na obradach czy konferencjach prasowych, ale za to idzie na późniejsze „spotkanie integracyjne”, na którym może się owym projektem pochwalić.

Zastanawiając się nad żywotem typowego polityka dochodzę do wniosku, że ma on mniej konkretnych zajęć niż niejeden bezrobotny „z wyboru”. Jeżeli nawet tych zajęć jest trochę więcej, to różnica w zawartości portfela obu „fachowców” jest dość spora i przemawia na korzyść polityków. Na myśl o tym nasuwa mi się dialog ze znanego polskiego serialu:

„- Proszę Pana, nic z tego nie rozumiem. Gdzie tu logika?

-Panie, to nie jest logika. To jest polityka!”.

Łukasz Topa lat 16

Comments

comments

Dodaj komentarz