Zdrowy rozsądek kontra parytety – Marcin Bubiński XIII LO we Wrocławiu




Głośne tematy medialne w dobie społeczeństwa informacyjnego podlegają szybkiej dewaluacji. Podobnie stało się z parytetami na listach wyborczych, które zakładają, że partie polityczne muszą wystawić w wyborach taką samą liczbę mężczyzn i kobiet. Jednakże w felietonach i komentarzach w prasie od czasu do czasu przewija się jeszcze ten temat. Agitatorzy tego pomysłu przedstawiają Polskę, jako postkomunistyczny kraj, muszący jeszcze wiele nadrobić w stosunku do Zachodu, aby zdobyć miano państwa w pełni demokratycznego.

Entuzjaści tej idei nie zważają wcale na fakt, że w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie parytet istnieje, jest on tylko i wyłącznie martwym przepisem prawnym, ponieważ wykluczają go inne zapisy prawne lub realia społeczne. To głęboko socjalistyczna wiara w cudowną moc regulacji, która wszystko rozwiązuje sama, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie ma nawet najmniejszego znaczenia fakt, iż istnieje kilka ekspertyz wskazujących, że jest to pomysł sprzeczny z polską konstytucją, bo przekreśla swobodny dostęp do piastowania funkcji publicznych. Najważniejsze, aby europejskie elity powiedziały w końcu coś miłego o tym barbarzyńskim kraju nad Wisłą. Wśród agitatorów parytetów można usłyszeć także wiele pseudo racjonalnym argumentów, jak ten, że nasz parlament źle pracuje, ponieważ jest w nim za mało kobiet, które swoim opanowaniem i umiejętnością łagodzenia sporów, mogłyby wprowadzić do naszej polityki wiele spokoju. Otóż sprawność pracy legislatywy nie zależy od proporcji kobiet i mężczyzn, a od jakości klasy politycznej przygotowującej i uchwalającej prawo. Nie ma wątpliwości, że w naszym kraju poziom polityków jest mierny, ponieważ do parlamentu dostają się aparatczycy poszczególnych ugrupowań politycznych, a nie ludzie kompetentni. Rozwiązaniem tej patowej sytuacji nie byłby wcale parytet, a jednomandatowe okręgi wyborcze. Wtedy reprezentantami narodu byliby ludzie najlepiej przygotowani. I nie jest w tym wypadku ważna płeć, a umiejętności. Poza tym sam pomysł wprowadzenia list wyborczych podzielonych po równo ze względu na płeć jest zarzutem wobec kobiet obecnie zasiadających w parlamencie. Wynika z niego jasno, iż parlamentarzystki są zdominowane przez mężczyzn, są wyłącznie dodatkiem do zmaskulinizowanego świata polityki. Nie można nie kontestować tej opinii, gdy spojrzy się na realia. Czy polityczna przystawka mogłaby być szefową klubu parlamentarnego największej partii opozycyjnej? Widząc poczynania innych posłanek także odnosi się wrażenie, że kobiety działają bardzo prężnie i starają się zmienić oblicze rodzimej polityki. I nie pomogą im w tym parytety, a wpuszczenie świeżego powietrza do sejmu i senatu, czyli kompletna przebudowa systemu ordynacji wyborczej. Jeśli kobiety nie stanowią teraz połowy(bądź więcej) przedstawicieli władzy ustawodawczej, oznacza to w dużej mierze, że tego nie chcą. Nie chcą partycypować w realiach politycznych, w których liczą się brudne układy i nie można ich do tego zmusić, ponieważ narusza to ich godność i prawo wyboru. A ugrupowania polityczne przyciśnięte do muru przez przepisy musiałyby na gwałt szukać po równo kobiet i mężczyzn na swoje listy. Przez co wielu kandydatów byłoby przypadkowych. Sondaże jasno wskazują, że Polacy chcieliby głosować na kobiety, bo posiadają one wiele przydatnych w polityce umiejętności. Jednomandatowe okręgi promowałyby je, bo w takim kształcie wygrywa najlepszy. Tak więc ważne jest, aby umacniać pozycję kobiet, przez pokazywanie ich merytorycznego przygotowania do pełnienia funkcji publicznych. Swoją drogą ciekawe, co o parytetach sądzi nasz rząd. Premier Tusk chyba nie dostał jeszcze odpowiednich sondaży.

 

Marcin Bubiński XIII LO we Wrocławiu

Comments

comments

Dodaj komentarz